poniedziałek, 17 lutego 2014

Granie Pośmiertne, talie aż po grób.


Granie Pośmiertne, czyli Umarlaki na Lidze Wrocławskiej.


Witam. Miał być wpis ponad tydzień temu, o kolejnych zmaganiach Undeadami, ale jak to często bywa - nie udało się. Za to teraz, krótka retrospekcja + relacja z ostatniej ligi (12/02).

Do trupów podchodziłem 3 razy na naszych ligach. Debiut był raczej próbą zasmakowania nowych kart, próbowałem przetestować wszystko i wiadomo - wyszło niewiele. Kilka kart jednak, od razu pokazało swój potencjał. Grałem na Innowacji, miałem każdego grubasa, legendę, Neheka, a plany były raczej naporowe, choć i Nagash znalazł tam dla siebie miejsce. Na turnieju, Dostałem 1-2 od Farby (uber control) oraz 1-2 w mirrorze, tutaj Czarny, miał lepsze sztuczki, min bardziej wykorzystywał Legendę (no i mi notorycznie Makabry leciały w piach z Batów). Na koniec dostałem jeszcze z Bonqiem 0-2 od własnego Imperium (Recon in Force składa talię UND kompletnie:D, a na osłodę, udało się rozbić Johnny'ego z DE (ogólnie Druchi mają słabo z Undeadem, twardo grającym na supportach, kontrola ręki nie odnosi tutaj takiego skutku jak w innych przypadkach, chyba, że mamy pewną jednostkę w talii; ). Ogólny wynik 2-3 i 6 miejsce. Nie ma, czym się chwalić, wniosek jeden - zdecydować się na coś, żeby deck miał ręce i nogi.

Na następny turniej, zabrałem już nieco bardziej przemyślaną talię, choć nie obyło się od kilku udziwnień - wiadomo, trzeba się szanować. Z góry założyłem, że nie będę składał comba, tam po różnych turniejach chłopaki już nad tym pracują i nie wątpię, że będzie to jeden z lepszych archetypów. Żeby póki co się nie dublować, spróbowałem pójść w powiedzmy opcję średnio kontrolną, z Batsami + opcja większych unitów + kilka niespodzianek, bo korciło mnie, żeby to sprawdzić. Co do karty nie pamiętam ,ale deck wyglądał mniej więcej tak:

2 Vlad

3 Innowacje
3 Danse Macabre
2 Ghostly Aparition
1 Reap what Sown
1 Arcane Power
2 Raise Dead
3 Invocation of Nehek
1 Gaze of Nagash

3 Batsy
3 Akolita
2 Mannfred
3 Wight Lord
2 Daemon Prince
2 Bloodthirstery
1 Bannerman (sic!)
2 Zombie Dragon
2 Lord of the Dead
2 Blood Dragon


3 Wioska (alternativ art; )
3 Monastery
2 Drakkenhof
3 Burial Mound
1 Mortis Engine
1 Corpse Cart


1. PePe (ork) 2-0
- Karne palenie 3 stref dawało mi nieco więcej czasu, żeby się skutecznie odbić, choć w pierwszej grze byłem o włos od przegranej. Na plus, że byłem w stanie zdjąć Wurrzaga z jednej karty, w zasadzie bardzo często dzięki czemu nigdy nie siedział w stole za długo.

2. Sosu (de) 1-2
Pierwsza gra poszła gładko dla mnie; dwa Klasztory po bokach i w zasadzie sosu nie mógł nic na to poradzić. Szybki Wampir, potem kontrola jednostek w stole i wygrana. Druga gra to Hate w 1 turze, w momencie kiedy po muliganie nie miałem nic tańszego niż 3. Po stracie tempa, totalna kontrola ręki; baba, shade, informator. Coś tam jeszcze walczyłem, ale wyskoczyła Hydra i pomogła w dewastacji mojej stolicy. Slave Pen bolał strasznie, a jeszcze bardziej w grze decydującej. W trzeciej właśnie, też dostałem Hate, ale jakoś się ustawiłem na klasztorach w końcu i wyglądało, że nie będzie źle. Scauty jednak strasznie pognębiły znów, i w zasadzie mimo mojej kontroli unitów, Sosu szybko siedział na 10 kasy czy więcej i co turę wystawiał nowe badziewie. W pewnym momencie miałem nadzieję, że się w końcu przewinie, ale w przedostatniej turze dobrał w końcu większe unity i docisnął. Shatter robił mu grę strasznie, choć gdybym miał Burna, to nei wiem, czy nie było by w drugą stronę z wynikiem. Mimo przegranej, czuło się w trakcie gry, że to raczej Undead powinien mieć tu korzystny matchup, co zresztą przyznał nawet Sos, który przez wszystkie gry miał minę nie do końca tęgą, widząc jakie kłopoty sprawiają Umarlaki (no i oczywiście Klasztory : )

3. Czarny (und) 2-1
Tradycyjnie, pogrzebałem się nieco pierwszym zrzutem 5 z góry (w 3 z 4 gier tego wieczoru, zrzucałem sobie bardzo solidną "rękę", by potem dobrać, takie se średnie starty... Jak ja nienawidzę random zrzutu z top decka! Mimo to, wygrałem pierwszą grę, gdzie Wight lord, zabijał Wight Lorda, Dance tańczył w obie strony, a nawet Corb się pojawił. Rzucony w odpowiedniej chwili Nagash, wyłuskał mu Aparycję i mogłem dopalić strefę. Druga gra była epicka, w początkowej fazie, wet za wet, zabijaliśmy sobie na wzajem to co wychodziło na stół. Czarny w końcu zaczął cisnąć legendą na zasadzie padnij - powstań, co na dłuższą metę, okazało się dla mnie niebezpieczne. Widząc niewielką ilość kart w talii, stwierdziłem, że się po bronię i spróbuję odpalić alternatywnego Carsteina. Czarny zagrał już wszystkie Makabry i 2 Nagashe (moje poszły w piach wszystkie ze zrzutu talii Nehekiem i Nietoperzami). Liczyłem ,że nie będzie miał ostatniego na ręku. niestety, turę przed moim zaplanowanym zwycięstwem (Vlad w grobie, Nietoperz na stole, Reap what Sown na ręku), Czarny wystawia Manfreda i po ataku Nagashuje mi Żniwa : / Smuteczek, przemo się deckuje. Na trzecią grę zostało z 10 minucz, czy mniej nawet; obaj aggro mode, wiadomo, Wight Lordy, Nietoperze, ja jeszcze przysyciłem Akolitą z błogosławieństwem Bloodka z zaświatów i w kluczowym momencie zutylizowałem nekromantów Demon Princem, co dało mi ostateczną wygraną.

4. Jaszczur (he) 1-2
Wygraliśmy po jednej, gdzie raz ja zdominowałem stół, prawie że totalnie, a raz Jaszczur zmasakrował mnie w kilka tur ilością Indirect. Nadeszła trzecia, decydująca. Jego Alith, w starcu z moimi zdechlakami, nawet przy średnim dojściu nie miał zbyt pozytywnych rokowań. Musiał mieć bardzo szybką legendę, lub mega ofensywny układ z Sea Masterem. Drewno, jako jedyny removal ze strony HE, to też nie do końca korzystna sytuacja, wiadomo, że w late game, raczej nie wygra. Wszystko git wydawało by się. Był tylko jeden malutki szczegół. Po muliganie, dostałem rękę z 3x Danse Macabre, Innowacją, Mortis Engine i 2x Aparycją. Zgadnijcie co leżało w grobie... Jeden Demon Prince i reszta supportów/taktyk. Chuj mnie strzelił na miejscu. Wyjechałem desperacko z Mortis w Quest po Innowacji. 3 tury dociągu = ani jednej jednostki, nic nie spadło też na grób. A Jaszczur Szarża w Queście na zerówkę (Makabra za 1 miała polecieć, ale Price nie jest umarlakiem więc kupa), Tiranocka na stole, Sea Master z Purge, Elven Scout i w 4 tury dostałem wpierdol. Po prostu żal. Przemo "chujowe ręce" powrócił. Najbardziej irytował fakt, że siedziałem na 3 Makabrach i żadnej nie mogłem użyć.

Wnioski:
- next time, ukrócimy nieco finezję na alternative wins, albo przesiądziemy się na combo all in
- WIĘCEJ trupów do talii
- są też radykalne pomysły na mix z Chaosem lub Orkami, na pewno warte sprawdzenia (zwłaszcza w kontekście restrykcji). DE też ciekawa opcja, albo bardziej w stronę combo (może z Kultami nawet, żeby kontrolę odciążyć?)
- Mortis Engine nadal mi się podoba : ) choć tym razem nie udało się nakarmić Demon Prince'a cudzymi zerówkami.
- Akolita pozostaje MVP
- jak ja mogłem zapomnieć o Burnie?!

Bogaty w doświadczenia, wyruszyłem na kolejną Ligę, by zakończyć Trupi Tryptyk. W domu, już prawie zdecydowałem się na hybrydę Chaosową (Demoniczna Ambasada, Seedsy, Inkruzja, max Demon Princów i Bloodków) ALE ostatecznie poszedłem w uproszczoną wersję, za to w 100% "martwą".

2 Vlad

1 Veteran Sellswords (HA!)
3 Swarm of Bats
3 Skeletal Horde (tzw "kości armatnie")
3 Drowned Zombies (tzw "mięcho armatnie")
3 Dark Acolyte
3 Mannfred (znany także jako Baron Relaksu)
2 Lord of the Dead
2 Blood Dragon Knight (znany jako "Wampir")
3 Wight Lord
3 Zombie Dragon
1 Abyssal Terror

2 Ghostly Apparition
2 Arcane Power
2 Warpstone Experiments
3 Invocation of Nehek
3 Danse Macabre (karta przy której najwięcej bluzgam)
2 Gaze of Nagash
1 Burn it Down
1 Blood Feast
1 End Times (znane też jako "Że, co kurwa?!!")

1 Blooddrinker
3 Contested Village
3 Burial Mound
2 Drakenhof Castle
3 Remote Monastery


58 kart jeśli dobrze liczę, sporo, odliczyłem jednak 5 ze startowej abilitki i jakoś oszukałem sam siebie, że to już ok będzie : ) Dużo Taktyk, ale jednostek aż 27, czyli powiedzmy fifty-fifty przy głównej karcie niespodziance. A, no właśnie. Stwierdziłem, że osrać Innowację i lecimy z koksem na ET (Spielberg też postawił na ten skrót i dobrze wyszedł). Sprawdziły się też ciekawe karty typu Blooddrinker (skuteczny AP za 2 kasy, aż miło oraz Blood Feast, jako finiszer). Trzeba przyznać, że fun był największy, spośród tych wszystkich spotkań ligowych, na których przynosiłem Zdechlaki. Najbardziej też bolała dupa, że w kluczowych momentach przegrałem 2 gry, które miałem wygrane, no ale o tym niżej;

Sosu (DWA) 2-1
Na tym turnieju, miałem dodatkowo dwóch przedstawicieli, a w zasadzie, to firmowałem ich sprzęt - donosząc decki. W pierwszym przypadku, wynik nie był zadowalający, a Sosu szybko się wyleczył z grania brodatymi - po prostu nie ten styl. Żeby nie było - talie była jak najbardziej w standardzie, bez żadnych eksperymentów. W bezpośrednim pojedynku, to przeciwnik zaczynał, udało się jednak przełamać. Szybka generacja naporu i presja powodowała, że zawsze któraś ze stref Krasnoludzkich miała niedobór witamin (młotków). W dobrym momencie, na przełamanie gry, dociągnąłem od razu ET i wyjaśniłem sytuację. Z bardzo mocnym archetypem do przodu, dobra nasza.

Johhny M (Orki) 2-0
Tutaj dużo bluzgałem (na Rytuał serio, na resztę Orkowych kart - na żarty, na Śledzie - z zupełnym zażenowaniem obecnością tej karty u zielonych). Jakkolwiek, w obu grach dostawałem 1szo turowego Grimgora na ryj (i Klasztor w KG:( , nieustępliwość we wstawaniu z grobu charakterystyczna dla mojej frakcji w końcu przeważyła. Idziemy dalej.

Farba (Chaos) 1-2
Farba wziął sobie do serca moje słowa z tematu Ligi i przyszedł całkiem inną wersją jego ulubionej frakcji. Nie była to katorżnicza kontrola, a soczysty napór, z neutralami (no, dobra i z elementami kontroli oczywiście). Zaczynałem, poszliśmy na 1:1. Decydująca gra. U mnie na stole konkret siła, w tym Mannfred; Farba jedzie na oparach ostatnich kart w ręku. Po moja na 9hp strefa, jedna spalona, w BF jakieś 15 czy więcej ataku. Palę mu pierwszą, usuwam dwa Batsy z grobu (rozgrzebanego co do karty). Poprawiam jeszcze Nagashem po jego dociągu. z ręki leci Pies i jednostka jakaś. Zostaje mu Rift i 2x Veteran. Jego tura, koleś wyjmuje 3ciego (!!!) Batsa z grobu (idealnie zasłoniętego przez jakiś support) i na styk pali mi strefę.

Milczenie.

Tak, wiem, to moja wina, powinienem, dla pewności "uszczypnąć" każdą kartę w jego discardzie. Mimo wszystko żal.
Punktów brak, choć świadomość naukowa o sile talii, tak czy siak, dobrze służy Undeadom.

Bonq (Skaven) 1-2
Tutaj, spotkałem się z druga moją "sponsorowaną" talią. W zasadzie była to talia Virgo, z dorzuconym Greyseerem (no sorry, nie można się oszukiwać). Niestety Szczury zaczynały. Bon zagrał mądrze, mocno się obstawiając supportami po bokach, zanim przeszedł do ataku. Mi z kolei nie zawsze podchodziło ofensywnie (co było by wskazane). Z wynikiem 1:0 dla mnie (z wyraźnie zaznaczonym zwycięzcą), zaczęliśmy drugą. Było bardzo ciężko, Szczury miały już moc na stole, dociąg ze 4, kasy z 5, ale nikt nie miał jeszcze spalonej strefy. Wypchnąłem ET w akcie rozpaczy. Wyrzucając 8 lub więcej ataku (co nie powinno być kłopotem) mogłem to przełamać i wygrać na zasadzie wet za wet (ja strefa, on strefa, ja strefa). Uwaga.....JEB!!!!

Z ET wyskoczył mi 1 Wight Lord i reszta non-unit.

What so funny?
W trzeciej, po wyrównanych bojach, zreanimowałem Abbysala z ostatecznym atakiem, potrzebując 14, miałem 13 (na łapie Experyment, ale kasy brak, bo na styk było).
Wynik 1-2, ale wcale nie czułem jakiejś przytłaczającej przewagi, Aparycja robi Szczurom wielkie bubu, a przy ich mizernych opcjach obronnych, można być nawet szybszym.

Czarny (DE) 2-0
Na koniec zasiadłem z Czarnym i jego ciekawą talią na przejmowaniu jednostek. Niestety moja heavy support ekonomia nie miała z jego strony żadnej odpowiedzi. Nie wiem, czy w tym pojedynku, czy też wcześniej, udało mi się wjechać za ponad 40, przy pomocy min 3 Zombie Dragonów wyrzuconych z ET. Srogo.


Cmentarny Czar

Reasumując, bo post się zaczął dłużyć. Wynik 3-0-2, choć moralnie to prawie 5-0-0 : ) Będę się tez bronił - tylko 2 Kostki. Przy tak małej ilości czasu na gry, testowanie (poza meczami na lidze - NIC), jestem mega zadowolony. Przygoda z Undeadami, na pewno nie zakończona, choć na następną Ligę przerzucam się na kolejnego Neutrala. Rasa ma ogromny potencjał i póki co reprezentuje ją najwięcej buildów. Twór, który wyżej opisałem, przy drobnych poprawkach; jak najbardziej ma realne szanse turniejowe (w życiu nie chciał bym widzieć tej talii z Warpstonem - zbyt niebezpieczne). Sporo tez przyjemności z gry, a dla mnie dodatkowo frustracji związanej z losowym zrzucaniem sobie kart na grób (w moim przypadku dość często leci w piach idealna ręka startowa). Do umarlaków na pewno jeszcze wracam, a póki co, zbieram pomysły na złożenie WE&LIZ.

do następnego

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Trofeum Mereela - Turniej Regionalny w Krakowie 18-19/01/2014


Wróżenie z martwego szczura, walka & honor oraz totalny Kataklizm - Inwazja ma się świetnie!


Przygotowania

Widać, stało się to już standardem, że przed dużym turniejem, przygotowań prawie brak. W ostatnie dni przed wyjazdem, pograłem sam ze sobą, zdążyłem raz odwiedzić Sosa, raz wpadł Farba - tym bardziej cenne wnioski wyciągnięte z tychże epizodów, jak i rozmów telefonicznych, których jak zwykle - przed Regio - było nie mało. Spodziewaliśmy się (nic odkrywczego) moc Skavenów oraz Dwarfów. Szczury, z każdym mają wysoki współczynnik wygranych + DE, jako ich naturalny wróg raczej w odwrocie (nie są wcale tacy słabi, jednak efekt psychologiczny po forumowych płaczach pozostaje w świadomości graczy). Dwarfy, jak wiadomo nie od dziś, miażdżą, ale u nas, raczej nikt nie chciał nimi grać, a więc Szczury. Te z kolei, w mojej skromnej opinii, powinny się rozbić o dobrze złożone Kraśki no i jak to w naporze, w pewnym momencie gra zamienić się może w loterię, a tego nie lubimy. Pozostawał jeszcze Wurrzag, ale tylko Sosu go rozważał przez chwilkę. Anty talie na Skaveny (Chaos i DE), radziły sobie powiedzmy 50/50, przy czym chaos wypadał o wiele lepiej w ogólnym rozrachunku z całą resztą stolic. Podkręcony w aggro build Farby (z Maruderami) okazał się bardzo mocny. Jako, że ja sobie obiecałem: nigdy więcej Chaosu na duże turnieje - musiałem zwrócić się w drugą stronę. Bardzo chciałem zagrać WE, które radziły sobie z większością talii, jednak po notorycznym wąchaniu runa leśnego po wbiciu mnie w grunt przez Chaos, stwierdziłem, że to wymagałoby jeszcze wielu zmian i testów by stać się turniejowo grywalnym buildem (dodatkowo, z Dwarfami w zasadzie też była poruta). Orkami też mam własnego bana (nuda od jakichś 2 czy 3 lat jeśli chodzi o tą rasę), Spojrzałem więc na HE i EMP.

Wątek Imperium zaczął Jaszczur, wspominając o nowym Plutonie. Talia z niesamowicie stabilną ekonomią, mnóstwo taniochy + extra draw sprawia, że z Chaosem i DE jest bardzo dobrze, kilka techów i okazało się, że Skaveny nie straszne również. Na HE i DWA lekarstwem miał być trzecio-turowy Karol. Wada: Orki zamiatają talię pod stół.

Z kolei HE, którymi po testowałem okazały się wciągać Orki z łatwością, Chaos dosłownie płakał, z Orderem było powiedzmy całkiem ok, im więcej Flamesów w talii tym lepiej. Wada: strach, przed Skavenami, bo talia słabiutko radziła sobie z naporem. Skaveny były realnym problemem, na który było w zasadzie jedno rozwiązanie, modlić się o strzałki i szybkiego wina w 3-4 turze, żeby je wyprzedzić.

Obie powyższe talie zabrałem ze sobą rano, co okazało się totalnym błędem, jako, że dzień wcześniej obiecałem sobie, że zagram HE i nie zmienię decyzji...

Co prawda Andrzejki daleko za nami, ale wielu pokusiło się 
o powróżenie Szczurom tego i owego. To kolejny powód, 
by takie zabawy pozostawić wróżkom z sms;ów ; )
Witamy w Hexie

Do Krakowa to ja mogę, co miesiąc jeździć na turnieje. Wygodny bus, 3h autostradą i do tego tanio. Zjawiliśmy się, wraz z Jaszczurem, delikatnie po 9, na dworcu w KRK, skąd do Hexa, okazało się, że jest 10 minut piechotą. Super. Nie zauważywszy rozjechanego szczura na ulicy prowadzącej do miejscówki, dotarliśmy na miejsce, przy czym, wejściowa brama z podwórzem włącznie robiła dość mroczne wrażenie...ale zaraz potem, zza "płotu" ukazały się - uwaga - skrzynie po nabojach, czy jakichś innych rakietach i broni chemicznej, a potem było już tylko lepiej. mimo "surowego" stanu, pachnący drewnem lokal miał wszystko, czego było trzeba. Dobre oświetlenie, wystarczającą ilość miejsca na stole, atmosferę i ludzi do grania. Dementuję plotki, jakoby miało być zimno. Nie wypowiadam się na temat plotek - jakobym był ostatnią osobą korzystającą z kibla przed jego awarią.

W każdym razie, jak dla mnie, Hex super miejscówka, po przywitaniu, usadowieniu się, pozostał już tylko ostateczny wybór talii i jedziemy z koksem.

Przemo, nie bierz tych High Elfów, one są z dupy!
Wybór Talii

Co tu dużo mówić; okazawszy brak charakteru, przychyliłem się do podszeptów Jaszczura i wpisałem Imperium. W zasadzie nigdy nie grałem talią na Karolu, a mój brak doświadczenia wypłynął już w pierwszej grze, o czym poniżej. Był również obecny przy samym składaniu decka. Spis poniżej:

3x Milicja
3x Pantery
3x Pluton
3x Rodrik
3x Osterknacht
2x Ludwik
2x Wilhelm

3x Dyscyplina
1x Dezercja
3x Doubling the Guard
2x Infiltracja
1x Called Back

3x Recruiting for War
2x Hidden Operative
3x Karl Franz

3x Taxa
3x Posąg
2x Zoo
3x Kościół
2x Temple of Verena

Uwagi:
- Rodrik + Wilhelm jako opcja kontrolna; dlatego przy braku Fryderyka, trzeba było uzupełnić jakoś firepower
- Wobec powyższego, do talii wszedł Ludwik. Salomon co prawda ma więcej z przodu, ale w mid i late game (gdzie grając Imperium zdecydowanie się znajdziemy) robi się tylko słabszy. Za to nasz brodaty sztandarowy, współgra z Willym (non-Hero, co zaskoczyło kilka osób), do tego jest zajebistą machiną defensywną (tak! Experience Toughness!), zwłaszcza na szczury (co nie bagatelne, dobrze też gra z Chaosem)
- brak Rezerw, jednak uznaję za błąd; chcąc utrzymać minimum taktyk, zrezygnowałem z nich, ale po fakcie, spokojnie wyrzucił bym Infiltracje (nie pograły za wiele), a wrzucił za to Rezerwy.
- techowa Dezercja, crap turnieju
- zapomniałem na śmierć o Recon in Force, co kosztowało mnie zapewne sporo. Przy takim potencjale dociągu kart w talii, to oczywiste, że grozi mi przewijka (zwłaszcza w chorym świecie, gdzie Orki posiadają My life'a...). No, wtedy nie było oczywiste (patrz pkt dotyczący braku doświadczenia). W rezultacie, w niemal każdej grze, w pewnym momencie przymusowo się stopowałem z dociągiem kart/wystawieniem legendy itp, co nie powinno mieć miejsca at all.
- mimo wszystko, z perspektywy, poszedłbym chyba na Fryderyku w tej talii, może z Chamonem, żeby być po prostu szybszym. Śmierć finezji, Vivat Imperator!


Ile radości wyniosłem z turnieju głównego.

Takiej osobistej? Niestety niewiele. Gry ciągnęły się niemożliwie, częsta impotencja ofensywna dołowała, dość uciążliwe parowanie. Na pierwszy ogień - Germanus z Orkami (czyli najgorszy i w zasadzie jedyny niekorzystny matchup). W pierwszej grze, po uzyskaniu na prawdę sporej kontroli - bach! Przewijam się jak noob, dostając na ryj 3x Śledzie. W drugiej, wygrana, w trzeciej time limit. Dalej było nie lepiej, bo kolejny remis z Farbą (pierwsza gra trwała w nieskończoność, może ze 30 minut, z czego ja zagrałem może z 7 i serio się wkurwiłem, co rzadko mi się zdarza. W dodatku w drugiej grze, wyremisował to na styk, co do obrażenia, choć jak był bym zawodowym sędzią, to by poleciały jakieś bany z turnieju pewnie. Ale oczywiście, ja mam zawsze "dobry charakter", no nie?. A zatem, dwa remisy (gdzie, z Chaosem miałem mieć wina niby) i raczej narastająca frustracja (i serio, to raczej sam na siebie i na talię byłem wnerwiony, bo turniej trwał w najlepsze, na jak najbardziej pozytywnym flow). Dostałem raz mecz ze Szczurami (pozdr Susa:) i przyznam, było gorąco (nie tylko od kominka), bo gryzonie robią mega ciśnienie. Dodatkowo totalnie zaskoczony, że Szczurzy Quest działa i to bardzo dobrze + nawet Abominacje i w ogóle całkiem inny build niż my tu we Wrocku złożyliśmy (czyli Innowacja, max szczurów, minimum kosztów, zupełnie inne użycie "zerówek", żadnego pierdzenia only wcisk). To pokazuje, że Szczury można rozegrać na kilka sposobów (Wilku, Raskoks i Virgo mieli jeszcze inne "szczepy" i każdy różnił się całkiem sporo). Wracając do gier, wyszło 2-1 na moje, Ludwik zrobił robotę, kontrola Kingdoma bez Innowacji w odwodzie nieco dławi ta talię, ale jak mówiłem, gry ciekawe, z których wbrew ogólnej tendencji wyciągnąłem sporo frajdy. W ostatnich 4 rundach było już tylko gorzej, Ork Stacha (auto przegrana w zasadzie, choć w pierwszej grze fart niesamowity, 2 karty w talii, dobiera przedostatnią (Siekiera) i przebija się przez 12 obrony... Potem już sam Order; Dashi z Imperium (fajnie się gra, przeciwnik wymagający), build na Verenie (!), zdecydowanie mocniejszy, jeśli chodzi o mirrory; udało się stawić czoła jakoś, po czym dostałem Dwarfy Kubali. Ile ten człowiek ma kart w talii! Nie wiem jakim cudem, ale udało się wygrać przed czasem (znaczy wiem, po prostu dociągając po 8 czy więcej kart nie dokopał się do My Life'a). Na koniec - kolejne Dwarfy, już mniej śmieszne i mecz z Borinem. Przy stanie 1:1, trzecia dość wyrównana, lecz czas na limicie. Uwaga - teraz meritum turnieju dnia pierwszego - skaczemy w czasie o 1 dzień w przód; scenka:

Stoimy w kolejce w jadłodajni przy targowisku, ja szukam portfela po plecaku, podchodzę do chłopaków w kolejce, pytam czy kupują, bo bym zupę gulaszową zamówił; Borin rzuca: spoko, wbijaj przede mnie, na co Rodzyn strzela:
- No, co, znowu go wpuszczasz?
(mgiełka i wracamy do Soboty, ostatniej rundy swiss)


1. Tak wyjebałem Wilka z topki, wchodząc z dupy, przy nierozstrzygniętej w zasadzie grze w ostatniej rundzie.

2. Tak, uważałem dotychczas, że gracze zawsze mają prawo decydować o sobie i swojej grze, w tym sensie, że remisując, co nie daje im już nic na danym turnieju, lepiej jest rzucić kostką, by, choć jeden z nich pograł dalej. W końcu jest to w ich interesie. Oczywiście, ktoś inny na tym ucierpi, no, ale z drugiej strony, wiadomo, na turnieju nie gramy po to, by ktoś inny wygrywał, a wręcz odwrotnie.

3. Trzecie i najważniejsze w zasadzie. Czułem (i nadal czuję) się z tym chujowo. Nigdy dotąd, nie zdarzały mi się takie sytuacje; albo byłem na tyle dobry by wjechać do topki, albo na tyle cienki, by popatrzeć jak grają lepsi. Nigdy nie musiałem ciułać punktów, kalkulować w ostatniej rundzie. Gorsze jest jeszcze to, że dalsza gra nie dała mi już żadnej satysfakcji, bo swoją talię skreśliłem gdzieś pomiędzy 4 a 5 rundą, a główny poszkodowany, czyli Wilk, ostro trenowałby w Krakowie coś ugrać, i to wcale nietuzinkową talią.

Słowem wstyd i konserwa - trzeba to jasno powiedzieć.

W ćwierćfinale szybko ustawił mnie (ponownie) Stach, tym razem bez niedomówień i tak skończyła się ta smutna historia. I w zasadzie, tutaj też zaczęła się "ta fajna" część turnieju. Z niemałym kacem moralnym zasiadłem do stolika, tuż obok toczących się półfinałów...


Rozstrzygnięcie Turnieju (finały, nagrody)

Oddajmy jeszcze wygranym, co im się należy. Virgo, po "wygranej pod szczęśliwą gwiazd...Chiteringiem znaczy" z Sosem (który w zasadniczej był numero uno swoim bezlitosnym Chaosem), zasiadł do lustereczka, by ujrzeć tam Raskoksa. Dwie Skaveńskie talie różniły się niemało, a same gry, wbrew temu co niektórzy mogli by pomyśleć, trwały strasznie długo. Do tego stopnia, że trzeci gra stanęła na limicie czasowym! Virgo, wiedząc, że może już tylko dociągnąć w "twardego" remisu (ta sama ilość spalonych stref i obrażeń na strefach) wyszedł all in w ofensywę. I w tym momencie (to jakiś pech Krakowa z tymi półfinałami!) Raskoks wpadł w pułapkę Polyboga. Mało tego, że ludzie często zapominają, że działa on na wszystkich graczy, to jeszcze, po jego zejściu potrafi się utrzymać jakaś dziwna blokada, przeświadczenie, że nadal nie możemy rzucać "zakazanych kart". Raskoks więc, siedząc na 1 kasy i trzymając Sztylety w ręku, stwierdził, że ok, wjazd wchodzi, pali strefę i remis.

BANG!

I co teraz? Według zasad, musi tu decydować rzut kostką. Powiedziałem chłopakom, że jeśli obaj się zgodzą, mogą dograć ten mecz, żeby nie rzucać, a rozegrać to jak należy, ale ta opcja nie była na rękę Virgo, który włożył wszystko, co miał w ten remisujący atak i w następnej by pewnie przegrał.

Alea iacta est.

Białystok w finale!

A tymczasem na drugi stole, Drumndar zmagał się z powszechnie lubianym i akceptowanym Wurrzagiem. Z tego, co mówił "jak zwykle" pocisnął jakiegoś babola (tak, tak, ta Demolka trzymana na Scrapa, by go zniszczyć dopiero jak już zrobi kasę, dociągnie karty...hmm) i Krasnale Drumdaara musiały kolejny raz obejść się smakiem, jeden stół od finału.

Stachu, jeśli to ta słynna ręka finałowa, to masz wpierdol, 
bo ja tu widzę drugo-turowego szamana z Bodyguardem.
Grande Finale.

W zasadzie, całe półfinały i finał spędziłem przy stoliku prawdziwie finałowym - czyli tym z wódką, piwem, sokiem Michnika i całą resztą napojów wyskokowych. Gry Stacha i Virgo potoczyły się jak potoczyły. Mogę jedynie powiedzieć - na prawdę lubię Heroic Taska i na prawdę znam ten ból. Stachowi, przez cały turniej, brakiem mulligana zdawał sienie przeszkadzać w ogóle. Mroczni bogowie potrafią się jednak zaśmiać w najmniej oczekiwanym momencie. W trzeciej, decydującej grze, którą Stach zaczynał - zagrał tylko devkę. Taki life.

At last, the Emperor reached his goal...
yet nobody expected, his shadow to be that
influencing...
Gratulacje stary, dla ciebie jak i dla wszystkich z top 4, pokazaliście klasę.


Wojtek - szacunek, za szczury bez Proroka(!), za to, że nie Orkami, no i wiesz - dawaj namiary na wróżkę (nie ta od martwego szczura na ulicy, ale na ta od dobrych top decków ; )

Klasyfikacja końcowa.

Meta post Krakowskie.

- Szczury są dobre i to jest zdrowe dla całego meta, na prawdę zdrowe 
- jeszcze o gryzoniach, bo pokazały jakieś 3-4 grywalne buildy, totalny pozytyw
- pozostałe Neutrale (w warunkach testowych stwierdzone) odstają turniejowo, jednak, Undead wcale nie jest tak daleko (ET z restrykta by pomógł), a WE i LIZ cierpią głównie przez kontrolny Chaos i Orka; bo z moich obserwacji i gier wynika, że radzą sobie całkiem dobrze, jeśli do 3 tury mają w stole coś więcej niż 1 młotek i developkę (czyli - hard control not fun at all - dobrze, że Skaven bije to ścierwo)
- prócz Arcziego (który był bliski topki), żaden z "doświadczonych" graczy nie wybrał DE (hard counter na Skaveny), więc nie wiele można powiedzieć. Z rozmów między-środowiskowych wynika, że to raczej efekt "płaczu" spowodował ta niepopularność, zaś sama frakcja ma się całkiem mocno i dobrze, jeśli chodzi o potencjał turniejowy.
- HE, no właśnie, nie będę już sobie pluł, ale co by było gdyby ( gdybym wybrał Elthariona...), Josef żonglował żetonami i szło mu całkiem nieźle. Poza tym, HE nigdy nie są poza stawką potencjalnie, to w zasadzie kwestia, że są chyba mniej popularne, a i trudniejsze do ogrania w mojej opinii.
- Orki miażdżą (nie imba, choć mają "niezdrowe" karty/kombinacje), Dwarfy miażdżą, Chaos miażdży, ale wszystkie te frakcje mają swoje słabostki i kiepskie wyniki z przynajmniej jedną inna stolicą.
- Imperium raczej nie w odwrocie, mimo wszystko brak jakiejś świeżości, możliwe, że to kwestia podejścia z całkiem innej strony do nich, ale ja długi czas raczej po nich nie sięgnę (bad memories).
- Ogólnie meta; jak najbardziej super, co często wypaczać może po prostu dobór talie przez najlepszych graczy, a samo FAQ 3.0 jak najbardziej na plus (np. gdyby nie Warpstone, Skaven miał by jedne build, a połowa kart z ich talii w KRK leżała by w klaserze nadal...)


Chłopaki z Krakowa, przygotowali zacne nagrody, każdy coś tam sobie dostał, niezależnie od miejsca, plus mnóstwo pierdołek, tokenów ze Skinkiem, miksturek (dzięki wielkie, że mogłem na szybko zmienić, bo wcześniej wybrałem te chujowe zielone i mnie obśmiewali kolegi!!!). Maty - na wypasie! Pucharki, gry, no słowem gitarka. No, dobra, posmęcę na bony Galaktyczne, bo ofertę mają - nie oszukujmy się - mierną (nawet, jeśli już miał bym się tylko do gier z FFG ograniczać, to sporej ilości produktów, tych ENG - nie ma, a z fajnych koszulek tylko te chujowe ze Star Warsa - common!)



In-te-gra-cja

A więc, w czasie meczów finałowych, zacna grupka zebrała się przy jednym ze stolików i zaczęła się "prawdziwa" treść turniejowa. Zakrapiane cytrynówką ( Mirinda czempion wieczoru, z polecenia koleżanki Wilka, kswya Skłodowska Curie, co wie o chemii wszystko!) dyskusje o Inwazji, innych karciankach, psioczenia na te czy inne karty, rozmowy o świecie Warhammera, a nawet Romantyzmie Europejskim i starych niemieckich obrazach (sic!). Słowem, było mega zajebiście, super spotkanie z ekstra ludźmi. W czasie imprezy w Hexie (a pomyśleć, co by się tam działo i do kiedy, jak by alkohol był na miejscu w lokalu..huhu), miały też miejsce pierwsze obrady okrągłego...to znaczy prostokątnego stołu FAQ Team, który stawił siew 100% składzie z krwi i kości. Obrady (mimo kilku zakłóceń, przez paparazzi Raskoksa i ogólnie-pojętego Snotlinga - Michnika), odbyły się za zamkniętymi drzwiami. Dobrze było pogadać i wyjaśnić to, co było do wyjaśnienia. Objęty klauzulą tajności, oczywiście nie mogę zdradzić które i ile kart idzie na restrykcję, a które na bana - sorry ; ) (poza tym, muszę już testować te "nowe" decki, żeby wyprzedzić innych członków Teamu i wygrać kolejnego Regionalsa co nie?). Ok, a tak na poważnie, po burzliwych dyskusjach nad losem naszej kochanej gry, niczym ostatni bogowie, zeszliśmy na padół imprezy by dalej cieszyć się przednim towarzystwem i...tak! Legenda powstaje, po 4 młotki w każdej strefie + bułka, keczup, musztarda - Kiełbaska z Nyski po prostu wygrywa wszystko!!! (wiadomo, nawet prawo 3, a dla niektórych 5 sekund spokojnie działa i na ten przysmak!).

Tajne zdjęcie z obrad "fak u teamu"
After-Hex

Z Hexa wyruszyliśmy jakoś po 2 w miasto. Trip niesamowity, atrakcje jak w dobrym filmie o Vegas + niezapomniany Ricardo...

Nie byłeś - żałuj i stawiaj browary, to może ktoś ci na żywo opowie. Epickość kolejnej imprezy, w zasadzie zero strat w ludziach (przynajmniej nie do dnia następnego:D Trochę można zobaczyć na zdjęciach Raskoksa, tak na smaka, żeby żałować. Powrót taksą po akcji "poszukiwany, poszukiwana" (Raskoks), bezpiecznie docieramy sporą ekipą do Warowni Drumdaara, gdzie szybko Jaszczur zaczął chrapać :) inni pierdzieć, ale w zasadzie who gives a fuck? Hmm, no dobra, nasza dobrodziejka, żonka Drumdaara, normalnie podziwiam, że całą ta hałastrę pijacką przyjęłaś pod dach, szacun! Poranek (zwlokłem się jako ostatni, totalnie nie zdatny do niczego), kolejny suprajs, Alicja każdemu serwuje śniadanie, herbatka, kawka - Normalnie szok, złota dziewczyna. Ja skorzystałem z lekko przestudzonej, sypanej kawy, po której przemieniłem się ze skacowanego Dreamera na ostatnim damagee'u w co najmniej Fryderyka z jedną dyscypliną na ręku.

Tak, więc mniej, lub bardziej żywi, ruszyliśmy z powrotem do Hexa na zmagania Kataklizmowe.


Kataklizm - genialny format!!!

Od razu melduję, Szymus (aka "Idziemy do Jezz rocka??!") i Boreas (vel "najebałem się już w półfinałach") nie dotarliście mendy na Multiplayera, mogliście chociaż Undeadami przyjść by odzwierciedlić waszą kondycję : >

17 osób stawiło się, w większości skacowanych, ale zdeterminowanych. Jaszczur i Ziggy pauzowali, ale na miejscu, wspierając mentalnie resztę. Szacun. Drumdaar sklecił sprytny Excelowy plik i mogliśmy elegancko startować.

Na Kataklizm, zabrałem Dwarfy, w zasadzie są stworzone do obrony, a to, czego im potrzeba, to odrobina wczesnej odwagi/agresji. Razem do kupy robi się mega pancernik Kataklizmowy, którym, jak trochę po rumunić (znaczy, starać się wytłumaczyć innym, jak mogliby użyć swoich kart) da się ugrać sporo. Nieco gnębiony jeszcze sytuacją "wczorajszą", postanowiłem zagrać full honorowo i wbiłem do talii 3x Honouring the Ancestors (czyli przyszły minimum restrykt dla Dwarfów w Kataklizmie:D. Talia poniżej, w zasadzie nic nadzwyczajnego, ale kilka ciekawych sztuczek posiadała. Do tego bardziej liczył się sposób gry, który w tym formacie musi wyjść daleko poza standard wyuczony z singla.

2x Hammersmith
1x Spirit Slayer
2x Doom Seeker
3x Iron Defenders
3x Slayers of Karak Kadrin
3x Kanonka
3x Zhufbar Engineer
2x Tunelarze
2x Tan
2x Don Kichot (Duregan)
3x Kazik

3x Honouring the Ancestors
3x Stand
2x Lure them Out
2x Reclaiming the Fallen (!)

3x Karak Mine
3x Tunele
3x Baraki
3x Tomb
2x Blood Vengeance

Uwagi co do talii:
- Wyrzuciłem Demolki, taktyki do minimum i tylko takie dające przewagę w BF. W zasadzie plan nie zakładał żadnego pierdzenia kontrolnego, a kołem ratunkowym w razie jakichś niespodzianek miał być Doom Seeker (2w1, jak w reklamach)
- Reclaim bardziej dla beki, i w zasadzie nie zagrałem go ani razu, bo nie było czasu!
- Lure them Out zajebiste!
- Honouring, tak jak pisałem wyżej, raczej na restrykt, no i wygrał mi jakieś 75% gier.
- Hammersmitha bym albo wymienił na Core Setowego Defendera (1/1/1 do BF), albo zostawił i Defendara dostawił za coś innego (na 100%)
- Kanonka chyba do wyjebania, wraz z delikatną jeszcze redukcją supportów (co? supporty nie atakują i nie mogą bronić?? słabiznaaa..)
- zastanowił bym się, czy nie zostawić tylko Tuneli i Kopalni za 1, a w puste miejsca nie dorzucić np 6-8 Grudge;ów (3 do ataku, 3 do taniości i ze 2 na Toughness)
- Zhufbar zawsze był jedną z moich ulubionych jednostek DWA, z powodzeniem grałem nim w singlu, tutaj to must have boss, przy Katapulcie/My Life czy czymś innym sprytnym, może grozić przeciwnikom jako pertraktujący samobójca (ok, jak nie to zara se pierdolne, ale wiecie, pociągne za sobą wszystkich...)
- Karak Kadrin MVP

W 1 rundzie, na 4 osobowym stoliku, szybko poznałem się na Rodzyniastym i jego Skarbrandzie (2 czy 3 tura?), udało się przekonać innych, jak wielkim jest zagrożeniem ten pan (+ dwa Ptaki w stole), zdławiliśmy, więc Chaos wspólnie, a ja w międzyczasie po kawałku nadbudowałem eko i coś tam w battlu, co zaowocowało w wygraną.

Drugi stół, to stół finałowy jak się potem okazało, Repek ze sprytnym Imperium i Drummdar na Heroicu (wersja Kazik z Mieczorem). Ciężka i satysfakcjonująca gra. Repek narzucił tempo, szubko chwycił 6 czy 7 nawet Dominacji i już dzielił stół, ale zdążyliśmy go zahamować i gdy skończyły się mu karty (bo szedł w zasadzie all in), musiał już zmienić swoją wizję "podziału", ja zyskałem przewagę i zacząłem lobbować by ukrócić Drumdaara zanim się rozwinie, (tu popełniłem mega błąd, i nie udało się zabić Tunelarza na HT..), Drumdar nagle wystrzelił z kart i stało się jasne, że teraz on ma nas w ręku ale musi działać. Po mojej epickiej obronie (dwa Honoringi, Zhufbar, Kadrini, Ogólnie Kazik miał zaassignowane z 14 czy więcej ran, pedziowaty Shield Bearer mu wypucował połowę : /, tak czy siak, wybroniłem Fulcruma, przez co wyszedłem do przodu nieco, ale, wiadomo, już przy końcu, Repek wsadził imperialną kosę w żebra, paląc strefę, a na przyduszenie drugiego Fulcruma nie starczyło pary w BF. Ostatecznie wyszło zdaje się 9 Drumdaar, ja 8, Repek 7.

Trzecia gra ze Stachem i Keilem; poszła tak jakoś bez historii. Panowie zaczęli na boki, ja oczywiście w przód, zgarniając Fulcruma, bodajże Kadrinem czy Zhufbarem, w drugiej turze chyba byłem pierwszy, co przy odpowiednim układzie było na niekorzyść chłopaków, bo zgarnąłem drugiego Fulcruma wbijając na 6 dominacji w drugiej turze, a z dwoma Honouringami na ręce w trzeciej turze wiedziałem już, że mam wygraną w kieszeni. Ta gra pokazała, póki, co, najsłabszą stronę Kataklizmu - zbyt szybkie zwycięstwo jednego gracza. Nie wiem, co chłopaki mieli na ręku, czy mogli coś wykombinować; aczkolwiek moja ręka startowa była zabójcza ( Kadrin, Honouring, Kazik, Tan, Hammersmith, Zhufbar, jakiś support, kolejny draw to SYG i Honouring). (postaram się w najbliższym czasie napisać trochę o Kataklizmie bardziej technicznie)


Po 3 rundach, Drumdaar prowadził, ja tuż za nim, ze strata bodajże 4pkt, Repek na 3 pozycji, (czyli tak jak mówiłem, stolik finałowy:) W ostatniej rundzie, prawdziwa w Multiplayera zaczęła się, zanim jeszcze usiedliśmy do stolików, a jak tylko ogłoszono pariringi. Ja dyplomatycznie od razu uderzyłem do Keila i Rodzyna, że powinni zmiażdżyć dwoma Chaosami Drumdarowe brodacze, bo topka nie może mieć z górki, Repek, z kolei, bardzo słusznie, rozpowiadał, że trzeba bić Przema i uciąć mu pkt do minimum - słowem, wszystko mogło się wydarzyć, wici zostały rozpuszczone, i przyszło nam zacząć ostateczną rozgrywkę. Ja dostałem Raskoksa z Krasnoludami i Susę z Imperium (szacun na VtHC, choć nie zdążyło zadziałać niestety). Historia TEJ gry, była raczej klonem gry poprzedniej. Wyszedłem agresywnie, jako drugi złapałem fulcruma (i wiadomo- nie puściłem już), dzięki temu, że Susa, nie wbiła nic do Battla. Raskoks zbroił się, jak to krasnolud, powoli i oboje w zasadzie nie spodziewali się, tak agresywnej gry z mojej strony. Ja z kolei, starałem się jak najbardziej zająć obydwoje moich przeciwników sobą na wzajem, snując wiele różnych scenariuszy, dotyczących potencjalnego zagrożenia z ich strony. Sam tymczasem, przejąłem drugi Fulcrum, na ręce SYG, Kadrin na stole i chwilę potem było po grze. Nie ukrywam, że mogło to ich trochę wkurzyć. W każdym razie, moja robota była zrobiona, ugrałem 8+2 Dominacji, utrzymując przeciwników na startowym 3, teraz podium zależało już tylko od stolika Drumdaara (Repek nie mógł już mnie dogonić). Tymczasem, z Raskoksem i Susą zagraliśmy kolejną gierkę, już na luzie i oczywiście, przeciwnicy wynieśli sporo doświadczenia z poprzedniej gry, a w zasadzie jedno przesłanie - bić Przema i nie słuchać co mówi : ) Brakowało nie wiele, bym jeszcze raz zdołał ich wywinąć i wygrać rzutem na taśmę, ale dwie Dyscypliny Susy, w podwójnie ożywionego Kadrina niestety popsuły chytry plan i Raskoks wbił w końcu Kazimierzem na stół, zgarniając wina tuż sprzed nosa koleżanki, która w pewnym momencie miała bodajże 7 Dominacji.

Na stoliku Drumdaara okazało się, że Keil zgarnął zwycięstwo, (dzięki czemu wspiął się na 3 miejsce na równi z Repkiem), a Drumdaar został zatrzymany przez dwa Chaosy w porę. Agresywny Dwarf imba zgarnął więc najwyższe miejsce na podium. (pierwsza cyfra, to liczba ogólnej dominacji, druga to tie w postaci bonusu +2 za wygrane stoły)

1. Przemo DWA 38 6
2. Drumdaar DWA 34 6
3/4. Repek EMP 29 3
3/4. Keil CHA 29 3
5. Rodzyn CHA 25 2
6. Susa EMP 24 2
7. Wilkoo DWA 22 2
8/9. Raskoks DWA 21 2
8/9. Stach DWA 21 2
10/11.Omen EMP 19 0
10/11.Virgo ORC 19 0
12/13.Solar CHA 17 0
12/13.Mielona ORC 17 0
14. Kubala CHA 16 0
15/16.Borin EMP 15 0
15/16.Dashi HE 15 0
17. Michnik EMP 14 0


Dekoracja przebiegła w miłej atmosferze, Dashi ufundował figurki, w tym nie tylko zapowiedzianą Husarię, ale też Pegaza (wałacha-klacz kastrowaną z hoplita na grzbiecie - pozdr Michnik zaklinaczu koni:D, Hydrę, która może stać na boku, głowie, szyi i ogonie oraz Beastmena-Minotaura z gołą dupą. Dashi, figurki zajebiaszcze, na luza adaptowalne w realia Warhammera, dzięki za ten miły akcent. Ja oczywiście wybrałem Beastmena. Do wzięcia były też maty i inne gadżety, ale akurat mat to już mam tyle, że lekką ręką kawę na nie wylewam, więc dobrałem pro-naszywkę z symbolem Dwarfów i nieoczekiwanie zgarnąłem największe trofeum poprzedniej nocy - ćwiekowaną bransoletę Ricarda! Dalej, Drumdaar, Repek i Keil zgarnęli maty pamiątkowe (Trofeum Mereela), a nawet z 5 miejsca, Susa upolowała swój pierwszy "dywanik" pod karty. Gratulacje! Stolice Lizaków, nie cieszące się powodzeniem dnia poprzedniego znalazły też swoich właścicieli, a Ziggy, po krzepiącej drzemce :D, myślę, że też się nie rozczarował, bo trafiła mu się ostatnia stolica Undeadów, na którą właśnie polował.

Bransoleta Ricardo, prawdopodobnie, pierwszy Artefakt naszej sceny, 
nietargetowalny, przechodzi na kolejnych zwycięzców 
Kataklizmu na Ragionalsach.

Reasumując, Kataklizm, rewelacja; oczywiście gracze muszą się dostosować, "nauczyć" grać, bo format jest bardziej wymagający niż singiel (samo to, o ile więcej jest zmiennych i czynników wpływających na to co się dzieje + elementy psychologiczne i negocjacyjne). Sama mechanika nie ma wielu wad, choć tu i ówdzie można by coś podciągnąć + na pewno w miarę kolejnych turniejów, wyjdzie, gdzie trzeba zrobić cięcia w imię balansu. Widzę na tym polu spory potencjał i zachęcam wszystkich do grania tak na porządku dziennym jak i zostawania na drugi dzień Regionalsów.


Przychodzi pora, tak jak na każdym turnieju, by się pożegnać. Raz jeszcze, gratulacje i podziękowania;

- Virgo, za pierwszą wygraną na Regionalsie i na prawdę ciekawą talię.
- Stachu (żelazna konsekwencja + własnoręczne wyjaśnienie mi raz na zawsze, jaki bilans ma Imperium z Orkami;)
- Drumdaar i Raskoks, panowie coraz bliżej celu, życzę tendencji zwyżkowej nadal.
- cała ekipa Krakowsko-organizatorska (Stach, Drumdaar, Raskoks, Raodzyn, Borin, Repek...???), panowie, świetny Regionals, klasa sama w sobie i jebać to że w styczniu i mróz - za rok widzimy się na bank!
- Lokal Hex; rychłego otwarcia dla was i świetlanej przyszłości (również turniejowo - organizacyjnej), super miejsce, zazdrościmy Krakowiakom po całości
- WSZYSTKIM, którzy przybyli, bo dzięki wam to wszystko się dzieje
- Wilku, Ty wiesz, ja po nocach nie śpię, no, ale co było... to wiadomo. W Warszawie wejdę z 1szego miejsca, żeby już nie było niedomówień ; )
- Makabrysio! Za wyprawy do Małpki, za dyskusje o bułeczkach, za wspólne picie, konsumowanie kiełbaski z Nyski, rozbrajanie całej ekipy imprezowej i milion jeszcze innych rzeczy.
- Szymuss; hehe, next time IDZIEMY do Jazz Rocka ; )
- FAQ team za obrady przy kanciastym stole i nie sprzedanie Polskiej Inwazji ; )
- ekipie Wrocławskiej, mimo słabszej frekwencji, coś się udało ugrać (a jednocześnie kop w dupę, że nie udało się wygrać : >
- Drumdaarowi jeszcze z osobna, z pozdrowieniami dla żonki!, za przenoclegowanie i ogarnięcie "logistyki".


Do zobaczenia we Warszafce ; )

Tak, dobrze wszyscy myślicie, na następnym Regio was zmiażdżymy.

p.s. wszelkie foty, zrobione przez pro-Raskoksa, podciągnięte z tej galerii (polecam, mnóstwo świetnych ujęć!)

sobota, 30 listopada 2013

Warhammer Inwazja - Życie po Życiu.



The Last Reinforcements.

W zasadzie, nikt się tego nie spodziewał. Nie tak nagle. Nie już. A na pewno, nie, po wyjściu nowego dodatku - swoją drogą, kto wie, czy nie najlepszego w całej historii. Fakt jest jednak faktem.

TUTAJ możecie przeczytać, jeśli jeszcze nie czytaliście.

Ukryte Królestwa, są ostatnim rozszerzeniem i jednocześnie klamrą zamykającą linię wydawniczą Warhammer Invasion LCG.

Kruki przyniosły złe wieści jakieś parę dni temu, w czasie, których rozpętała się istna burza, pełna żalu, zdziwienia, oburzenia, swoistego buntu, a po części też, takich "smutnych przytakiwań głową", jak by, gdzieś pod skórą, ta świadomość schyłkowości była obecna od dawna.

TUTAJ polecam też przeczytać, reakcję Torstena z podcastu Winvasion.

Nie jest tajemnicą, że za oceanem Inwazja ma się bardzo słabo i nie wiele pomaga w tym Bastion Europa. Względy finansowe mówią same za siebie. Czemu jednak teraz, chciałoby się zawołać - kiedy gra jest w najlepszej formie od dnia premiery, kiedy balans jest rewelacyjny, w końcu ruszyło jako takie wsparcie, a nowy dodatek jest drugim oddechem tej gry? Zapewne odpowiedzi na to pytanie (oficjalnej) nie otrzymamy.

Możliwe, że właśnie ten moment "rozkwitu", jest dobrą chwilą na zakończenie, ale też sama "dobra kondycja" Inwazji, odnosi się tylko do terenów Polski i Niemiec? Z drugiej strony, specem nie jestem, jednak czy nie widzicie czegoś dziwnego, w zapowiedzi końca wydawania gry wrzuconej do jednego newsa mówiącego o wyjściu najnowszego dodatku? Czy to nie jakieś marketingowe seppuku? A może to właśnie dobry ruch? Fair w stosunku do wszystkich? Pytania można by mnożyć, pytać; czy to wina sprzedaży, czy też sprawa powiązana z licencją GW? Z innej strony, czy to czasem nie jest ruch, robiący miejsce dla nowego LCG?

Jakkolwiek byśmy nie pytali, cokolwiek wyszłoby z odpowiedzi - who cares? Inwazja kończy linię wydawniczą. Ale, no bez jaj, na pewno nie umiera.

Te kilka dni, dały też czas by nieco ochłonąć, nie ferować przesadnych zdań, nie reagować zbyt pochopnie. A nie jest to łatwe. Niektórzy powiedzą - to tylko gra. Racja. Ale ta gra, w pewien sposób stała się częścią naszego życia. Ta gra spowodowała, że mam dziesiątki znajomych (miejscami bardzo dobrych kumpli!) w całej Polsce. Ta gra, stworzyła i zintegrowała potężną scenę, machinę organizacyjno-integracyjną, która wciąż funkcjonuje i jakiej mogą nam pozazdrościć inne gry (chociażby te nowsze ze stajni LCG). Na prawdę żal było by to wszystko stracić.

Ale czy rzeczywiście to tracimy?

Jasne, że nie.

Jestem pewien, że, to, co w całej Inwazji najważniejsze: pole do rywalizacji + rewelacyjni ludzie, świetna zabawa + mnogość możliwości, może - i musi przetrwać, niezależnie nawet, od losów samej gry.

Nie da się pominąć faktu, że za jakiś czas, zabraknie nowych kart, nowych wieści. Jednakże, to dopiero daleka przyszłość i niejedno może się jeszcze wydarzyć. W chwili obecnej, jesteśmy w pewnego rodzaju punkcie zwrotnym i różne refleksje, plany na przyszłość są naturalną rzeczą. Odniosłem delikatne wrażenie, że przesłoniło to moment teraźniejszy i bardzo ważny, mianowicie wyjście Ukrytych Królestw i przewrót w meta, jaki ten dodatek nam serwuje. Ignorując wieści, będące głównym przedmiotem tego tekstu; na kolejny dodatek czekalibyśmy gdzieś do Maja/Czerwca pewnie, a więc przez pół roku najbliższe w zasadzie nic się nie zmienia (no, ok, nie dostaniemy w zapowiedziach kolejnej maty z Orkami w kicie ligowym:). Gramy nadal, ligi ruszają, trwają, Regionalsy w kalendarzu. Wymyślamy talie, gramy, dyskutujemy, blogi działają, repa na forum za combo undeady i wiele innych...

Dalej, mamy Multiplayera, który, jest nie odkrytą jeszcze według mnie, drugą wersją Inwazji, wcale nie gorszą, a dającą nam tyle możliwości i wrażeń, co format duelowy. Także, z obecną pulą kart i tymi dwoma formatami, można grac jeszcze spokojnie do OMP 2014, albo i dłużej.

Ok, co potem?

Właśnie, i dopiero do tego "potem" trzeba się jakoś przygotować. Zdecydować. Rozmawiałem z kilkoma osobami o perspektywach i szczerze mówiąc nie jest łatwym, planowanie tak bardzo w przód. Przecież sporo się może wydarzyć. Jednak, jedno jest pewne. Nie chciałbym, by ta scena, ta wielka grupa osób, pasjonatów, od tak, nagle rozpłynęła się. Cholera, nadal chcę jeździć na regionalsy i spotykać te gęby!

I tego właśnie nie wolno nam stracić.

TUTAJ możecie poczytać, co na ten temat sądzi Galakta. Wiele dobrych rzeczy, jest tam napisane i cieszy fakt, że wydawnictwo nie zamierza odciąć się po prostu od sprawy. Ważne też, że tak z ich strony, jak i ze strony graczy, jest chęć i jest pomysł.

Nie możemy zapominać, że Inwazja, po wyjściu HK staje się grą zamkniętą, w sensie całości, puli kart, dając wciąż ogromne możliwości. W żadnym razie, nie jest grą wycofaną ze sprzedaży. To istotne, bo gracze nie-turniejowi, potencjalnie też nowi; kupując kilka dodatków, mają rewelacyjną grę, dającą rozrywkę na długi czas, nie będącą jednocześnie powtarzalną jak wiele planszówek. Z kolei dla graczy turniejowych, pasjonatów, oczywiście, brak nowych kart, w długofalowym kontekście, jest dużym problemem, (co do wsparcia FFG, którego praktycznie nie było, nie jest to aż tak bolesna strata). Jakie więc mamy opcje? (bo do takich właśnie graczy, większość osób to czytających prawdopodobnie się zalicza)


Inwazja nie umiera nigdy.

Gramy i jaramy się nowymi neutralami. Lecimy z koksem, tak jak od zawsze. Jednocześnie, bez zbędnej polityki, a opierając się na racjonalnych przesłankach, typujemy ludzi, którzy są darzeni zaufaniem/respektem (tak jako gracze - ludzie, oraz jako gracze - specjaliści od gry) .Ci ludzie, z poparciem całej sceny, "robią" grę dalej by wszyscy mogli grać oficjalnie, z nowym towarem, akceptowanym na zasadzie umowy całego środowiska, (czyli kolejne FAQ + nowe karty/re-edycja crapu + nowe formaty typu Draft).

Wstrzymałbym się tutaj, od głupich nazw (typu "grupy trzymające władzę" itp), a także od jakichś "forumowych" dyskusji akademickich o demokracji, kolesiostwie, o tym, że nagle się ktoś do koryta dopycha, że będzie jakaś interesowność w tym wszystkim. Szczerze mówiąc, jeszcze nic takiego nie powstało, a na forum już padły słowa o tym, że ktoś będzie forsował coś dla siebie, czy dla kolegów itp Żenada.

Serio, przecież nie o to tu chodzi.

Zdaję sobie też sprawę, że nie jest pewne, że taki pomysł wypali. Nawet jako zgrana społeczność, możemy nie podołać temu zadaniu. Po prostu. Bo tacy są ludzie i nikt nigdy nie będzie zadowolony. (po części dochodzę do takiego wniosku, czytając ostatnie przepychanki właśnie). Ludzie, którzy zaczną coś robić, poświęcać swój czas, dla gry i innych graczy, w końcu zderzą się z takim czy innym murem zawiści. Będę jednak dobrej myśli, wierząc, że coś takiego nie nastąpi. Bo tak trzeba. Bo to Inwazja jednak.


Inwazja dogorywa.

Jeśli powyższa opcja nie wypali w ogóle, albo wejdzie w życie, lecz w natłoku ciągłego malkontenctwa, narzekań, kłótni, niezgodności itp, ludziom odechce się poświęcać swój cenny czas na tego typu sprawy, to pogramy pewnie przez najbliższy sezon, a potem, wszystko zacznie stygnąć powoli, w podrygach niezdrowej atmosfery przeplatanej entuzjazmem sezonowym ludzi, którzy chcieliby to raz jeszcze podnieść. Zdecydowanie nie chcielibyśmy pójść taką ścieżką.


Inwazja zmienia Pole Bitwy.

To też opcja. Jeśli Pan Zmian, zamiesza tak, by Inwazja jako gra nie wypaliła w opcji długoterminowej, to zaistnieje prosta opcja: kowalom dajcie młotki, a karciarzom karty. Zachowując naszą społeczność, można "przesiąść" się na inną, nie w ciemię bitą karciankę. Tak, tak, już widzę te zarzuty o herezję itd. Ale na poważnie. To jedna z opcji. Oczywiście bardzo trudna, bo nie będzie już gry takiej jak Inwazja. Problem wyboru to kolejna przeszkoda, ile graczy tyle opinii, gusta różne, przywiązanie do settingu robi swoje. Kolejna sprawa, to stopień zaawansowania wydawniczego potencjalnej karcianki, bo przecież taka grupa nie wejdzie nagle w coś, co wydawane jest od dawna, gdzie na wejście trzeba będzie wydać 2000zł, a kto nie wyda, ten będzie zbierał oklep na dzień dobry. Zatem coś nowego. Tutaj jednak opcje jeszcze płytsze, bo z LCG wiemy, jakie są dwie nowe gry. No właśnie. Z dwojga złego zostaje Netrunner, który jest owszem, świetną grą (technicznie rewelacyjną), ale jeśli chodzi o klimat (i rysunki:) to nie dorasta Inwazji do pięt. Zostaje też opcja, że FFG w tym roku zechce wprowadzić na rynek nową grę, która mogłaby się okazać godnym następcą. Problem w tym, że to raczej takie gdybanie, a poza tym, przejście na zupełnie nową grę, wiąże się z ryzykiem, bo przecież, jeśli nie odniesie sukcesu w USA, to wiadomo. Plus, może okazać się po prostu słaba. Jakkolwiek, więc, przy nadrzędnym celu, zachowania społeczności graczy, transfer na inną grę może okazać się procesem trudnym i wymagającym kompromisów. nie mniej, nie jest to mrzonka, zwłaszcza, że jeśli opcja nr1 wypali, to w zasadzie gracze, nie będą ponosić żadnych kosztów finansowych, co z kolei pozwoli na ewentualny eksperyment z inną grą, początkowo, jako coś zupełnie dodatkowego.

p.s. Ktoś przytaczał jakieś ploty, o VtES (Wampir), że niby FFG coś by mogło... No, szczerze mówiąc to się boję, bo nie kłamiąc, musiałbym wówczas być zamknięty w trumnie by nie wejść w to po całości.


Nie wiem, jakie mogłyby być jakieś inne scenariusze wydarzeń, bo na nagłe wskrzeszenie Inwazji nie liczę. Nie ma też co, marzyć o przejściu praw czy licencji, bo to zupełnie inny świat i skala. A jeśli nawet, gra przeszła by na opcję digital (w co też wątpię), to nie było już by to samo. Nic nie zastąpi gry karcianej na żywo, spotkania z prawdziwymi ludźmi i nikt mnie nie przekona, że w tej mierze, gry online są przyszłością, bo, to zwykła nieprawda.

Inwazja trwa, więc nadal, mimo zbliżającej się nieuchronnie Komety na kursie kolizyjnym. W blasku tejże przyjdzie nam spędzić najbliższe miesiące, a już sam wpływ jaki na nas wywrze to wydarzenie spowoduje wiele dyskusji i działań. Mam nadzieję, że owocnych i tylko scalających naszą społeczność, bo przecież, wiecie. Ta Gra to My. I nigdy odwrotnie.

pozdr & do zobaczenia na turniejach!

niedziela, 10 listopada 2013

FAQ 2.2, Rewolucja, czy Szlifierka?


Wola Ludu - Faq bez brudu. Skąd się biorą zmiany?

(Willy out, Friedrich in)
Zapewne, jednym z większych wydarzeń ostatnich tygodni, była kampania społeczna (wzorowana na słynnym filmie "Uwolnić Orkę"), zainicjowana przez chłopaków z podcasta Winvasion (Daniel & Torsten). Hasło akcji; "Free Willy", bardzo precyzyjnie wyrażało odczucia części graczy, którzy mieli już dość chamskiego wręcz pragmatyzmu Fryderyka, zwanego też Hitlerem, a tęskniło od dawien dawna, za poczciwym i mądrym Wilhelmem z Osterknachtów, który to nie siłą, ale perswazją i taktyką, zwykł załatwiać swoje sprawy. Można by rzec, że to jakaś oznaka dziejowego zniewieścienia graczy, ale fakt pozostanie faktem. Fryderyk jest OP, Wilhelm prawie też, ale nie zabija w dwie tury, co daje mu o wiele więcej kredytu. Wbrew obiegowej opinii, mówiącej, że władza olewa kampanie społeczne - wydane całkiem niedawno FAQ 2.2, przychyliło się do tejże petycji. Zatem, Wilhelm powraca, Fryderyk wcale nie odchodzi, bo nadal, jako wybór restrykcyjny, jest bardzo silną kartą. niech Faq okrzepnie, gracze odetchną, poczują się bezpiecznie, a gwarantuję, że brodata burza ognia wpadnie jeszcze na stoły zgotować śmierć wszystkim po kolei. W dawnym układzie, Wilhelm, bez Rodrika, nie do końca miał szanse przebicia. Dobrze się, więc stało, że bohater, który jest ucieleśnieniem jednej z bazowych charakterystyk Imperium, wymienił się restrykcją z bohaterem ucieleśniającym Orkowy sposób na życie.

(Wola out, Verena in)
Nie był to jednak koniec roszad przy elektorskim stole. Z dawna znienawidzona przez jednych, a ukochana przez drugich - Verena, trafiła w końcu na dywanik. Z niewoli za to, wyszła Wola Elektorów, przebywająca tam, jako pseudo restrykcja na Verenę właśnie. Niby dwie zmiany, a krajobraz Imperialny zmienił się na dobre. Z dwóch buildów, zrobiło się co najmniej cztery. To wielki plus tej sytuacji. Zagramy, więc magią Fryderyka, ale nie będzie łatwo, bez kontroli wsparć, złożymy twardą Verenę, w zasadzie tak jak kiedyś, ale z wyłączeniem planu B - czyli Hitlera, za to, będzie Wilhelm, ciekawie współgrający z Vereną/Hidden Grovem (no i Wola oczywiście). Stracimy nieco na mocy ofensywnej, która i tak nie należała się Imperialistom w takim stopniu, ale odżyją Heble. Będzie też można, zagrać na totalnej kontroli, bez Vereny, ale z Rodrykiem i Wilhelmem, odcinając skutecznie co najmniej jedną strefę gracza (Arczi grał takim czymś w Katowicach ostatnio). Opcji jest wiele i zmiany na duży plus dla meta Imperialnego. Moje serce płacze jednak, bo restrykt na Verenę, przynosi kres, wesołym niespodziankom, jakie zazwyczaj posiadałem w moich taliach Wysokich Elfów (chlip). Ile to gier wygrała taka znienacka Verena na twarz, bo przeciwko HE/DWA devek się przecież nie kładzie... Nie tylko ja zresztą opłakuję temat, bo znam kilku takich cichociemnych, którzy to w Krasnoludach kisili jedną kopię Verenki dla podkręcenia zabawy. No, cóż. Kolejny smutek wynika jednak z faktu, że nadchodzące Wood Elfy, na wstępie osłabną w wersji Verenowej, do której ich zdolność wrodzona stolicy jest niemal stworzona. Brak Innowacji, może trochę zaboleć, jeśli zechcą stworzyć archetyp WE Verena. Nie skreślamy jednak tego pomysłu, zwłaszcza, że lista restrykcji dla ras neutralnych wcale nie jest długa ani krzywdząca i początkowo w większości przypadków wybór padnie zawsze na Innowację. Zdolności do manipulacji rozwinięciami, jakie posiądą WE, mogą jednak brak Innowacji zrekompensować. Sama Wola zresztą, może pograć w Leśnych Elfach, jako szybki transporter developek pod różne Ambushe, dopakowania itd Reasumując, Imperium jak najbardziej w dobrym kierunku.

(Limit na Gołębie Bomby)
Od tej pory, gołębie produkty marki „special indirect” tylko w edycji limitowanej. Mój pogląd na tą sprawę był i jest bardzo prosty: wszystkie „wracające na wierzch” taktyki, powinny zostać zlimitowane. Znamy też pogląd FFG, które to nie ruszy żadnej karty kijem, póki ta nie narobi jakiegoś gówna. Nie uprzedzają faktów.

- Tak zrobili z Fistami, gdy talia była już niedorzecznie wnerwiająca ( na MPkach 2012 zatrzymana u nas przez Chaos DD, który co turę z drżącą ręką trzymał Bomby w pogotowiu). Na początku, w ogóle nie wiedząc, co zrobić z combo Orkiem, posypały się restrykcje na Ugrucka i Fisty, co generalnie było po prostu głupie, bo usuwało obie karty z gry całkowicie, dobre rozwiązanie przyszło jedno faq później, zdejmując restrykty, a nakładając Limit na Pięści.

- Następne były Orzełki. No, przynajmniej tutaj, dobra decyzja w miarę na czas. Niektórzy może powiedzą, że nie prawda, że HE nie ugrały wiele itp., ale serio? Nikt mnie nie przekona, że Orły są ok bez limitu.

- Następna Taktyka w kolejce (nadal w niej przebywająca o dziwo) to Snersy. Co prawda combo na Snersach, którego ostatnio próbowałem nie jest jeszcze aż tak groźne (Altar, Tron, Walking Sacrifice + źródło kasy, np. Prism), ale już z Lordem i kociołkiem, w pewnych sytuacjach zakrawa na absurd (mill w 1 czy 2 turze?). Snersy, po wyjściu Kotła, zasługują na Limita najbardziej ze wszystkich tu obecnych. Zresztą i bez niego, można w DE je rzucać po 3-4 razy na turę bez wysiłku. No, cóż, kolejne wyzwanie dla Inwazyjnych architektów, z serii: "zrób to sam, a oni zajmą się sprzątaniem".

- Przyszedł też czas na Gołębie. Swoją drogą, bardzo fajna karta, do ranienia samego siebie, z Limited nadal spełnia tą funkcję całkiem nieźle. Nie da się ukryć, że dzięki krótkiej piłce, jaką zaserwowaliśmy z Jaszczurem na tegorocznych OMP, nowe FAQ od razu podjęło kroki. Nie wiem czy ktoś zauważył jednak, że jeśli masz układ dobierający całą talię i robiący nieskończoną ilość pieniędzy, to forma zabijania jest w zasadzie dowolna. Oczywiście Bomby, to najlepsza z dostępnych (ze względu na nieanulowalność), ale bez problemu można ją zastąpić czymś innym (np. Master of the Earth, Surprise Assault, Sea Masterem czy 2/3 kartowymi kombinacjami).Zatem sam Limit na Bomby jest dobra decyzją, choć w kontekście talii na Baltazarze nie wystarczał. Co więc dalej, co robić?!! (panic mode). Ano, przejdźmy dalej.

(Limited na Order in Chaos & Doubling the Guard)
Idąc po rozum do głowy, trzeba by rozmontować “engine” kucyka, na którym jeździ Baltazar. Doubling the Guard, bez wątpienia, najlepsza w całej grze taktyka na draw, w obecnej formie (Limited) uniemożliwia kręcenie układem (trzeba czymś dobierać Fragmenty, cofnięte z grobu przez Order). Punkt dla cenzorów. Pytanie tylko, czy tego problemu nie da się jakoś ominąć. Jak by dobrze po rzeźbić...Stop! To nie wszystko.

Order in Chaos, niczym Abel, którego designerzy o wiele bardziej pokochali, niźli wyrodnego, zasiedlającego crap box brata - Entropy ( Entropia już od dawna planowała zabójstwo, albo, co najmniej Limited na Order). Faktycznie, większość dziwnych problemów z combo taliami, wynika z tego, że zagrywają one karty z grobu. Order od samego początku był silną kartą, czy to z Infiltracją, czy My Lifem swojego czasu. Nie do końca byłem jej fanem w tej odsłonie, bo skutecznie zapychała dociąg, wprowadzając do gry stagnację. Co innego, kiedy kręcimy całą talią i discardem. Zdaje się, że nawet w komentarzach do podcastu Winvasion (http://winvasion.net/), napisałem, że to właśnie Order jest problemem i osią talii na Baltazarze i jego trzeba ukrócić, by ukatrupić mechanizm. Trochę, ze mnie kłamca, ale przecież przed MS nie mogliśmy im wyznać CAŁEJ prawdy ; )
FFG postąpiło słusznie, limitując te dwie karty, dzięki czemu nie stworzą większego niebezpieczeństwa, a nadal pozostaną wartościowymi kartami, którymi z powodzeniem można grać. (chyba, że ktoś uruchomi na dobre: Master of Maps + Jakikolwiek Quest i Echa Magii, odpowiednio rzeźbiąc sobie końcówkę talii, a HE to potrafią, można by rzucać karty Limited dowoli) :D,

W każdym razie - dobry ruch i tutaj.

Skoro już Baltazar został wypunktowany i nie wygra swoich Mistrzostw Świata, trzeba oddać mu sprawiedliwość, że jako pierwsza, z nowej generacji legend, z gruby "B" (czyli tych innych niż Crona, Wurrzag i Alith Anal), zdobył grube podium : ) Nie przekreślał bym go w żadnym wypadku, zresztą kto by śmiał zlekceważyć tęczową moc skrzydlatego kucyka?


Szlifujemy. 

Kolejne erraty nowego FAQ, to te z serii rzeźbimy w tym co już dolepione, czyli poprawki. Nie powiem, w zasadzie każda ze zmian jest na plus, z tym zastrzeżeniem, że od razu można było je w takiej formie wprowadzić. Jak wiadomo jednak, do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć.

ET - no wreszcie. Idealna karta właśnie pod Heroic Taska, bez drugiej, trzeciej i kolejnych szans (chyba, że sobie wrócimy, ale to już inna motka). Restrykcja nie robiła NIC. Teraz, uważam z kolei, że Restrykcja jest nie potrzebna, bo na 1 kopii + restrykcji, prawdopodobnie nikt nie zagra/nie odważy się. No, dobra, Chaos i Orki mogą mieć to w dupie, u pozostałych może i da się żyć, ale one-shot ET, przy lekkim niewypale, nie wybacza słabszych punktów w reszcie talii. Poza tym, przykładowo, w złożonym, przeze mnie EMP na magach i Verenie po ET, nie było by już Vereny - patrz wyżej - a więc smutek).

If u askin' me - zdejmijcie go z Restrykta. Wróci ET Fun (nie mylić z E.T. Spielberga), a nie będzie przegięć.


Snoty, czyli jedna z najbardziej opłakiwanych kart w USA i nie tylko. Opłakiwanych w sensie, że jakie to przegięcie, jaka katastrofa...ja nie chcę grać z tą karta itd. Moje zdanie (jeszcze przed poprzednim FAQ gdzie udało się przemycić moje przemyślenia choć troszkę): Snoty nie są przegięte. W porównaniu do Inkruzji i Kultów, to spacerek. Ok, ciśnienie robią, ale od tego są. W żadnym razie nie robiłbym ich Unikalnymi, co w zasadzie skończyło się odłożeniem na podstawkę do piwa. FAQ 2.2 uderza się w papier (bo nie ma piersi), co prawda wychodzi bez wersji "printer friendly", ale za to Limituje Snoty, zabierając im unikalność. Co nam to daje? Nie dostaniesz 2, czy nawet 3ech Inwazji szkodników w jednej turze. Za to będziesz miał ich więcej niż jedna na raz. Jakoś przeżyję: ) Mniej płaczu ze strony casual lobby, karta wróci do gry. Wszyscy zadowoleni.


W dalszej perspektywie widziałbym jednak mały minus. Mianowicie, pula kart pt. "Limited" zwiększa się dość szybko, a co za tym idzie, gracze, wcześniej czy później, w pewnym zakresie, będą musieli z nich rezygnować, by nie blokowały się wzajemnie, niemożliwością zagrania obu w jednej turze. Wychodzi tu pewien problem w samym Keywordzie "Limited". Nie wiem, czy nie lepiej było by gdyby jego treść mówiła o tym, że dana karta lub abilitka, mogła być zagrana tylko raz na turę. Te dwie małe zmiany, pozwalały by używać kilku różnych kart/zdolności Limited w tej samej turze (odżyło by trochę kart za 1), jednocześnie blokując przegięte efekty powtarzalności, a także, jednym Keywordem można by skutecznie ograniczać ciekawe Akcje na kartach, bez bawienia się w pisanie "limit once per turn). To takie moje przemyślenie, a tymczasem lecimy dalej.


Drakenhof - temporarily banned : ) Ciekawostka, co nie? Drakenhof, czyli najsłynniejszy zamek Sylvanii, od FAQ 2.2 dostępny już tylko playtesterom (przynajmniej, do 29/11, kiedy to, jeśli wierzyć pogłoskom, w sklepach pojawią się Ukryte Królestwa ze stolicą Undead. Zmina na "Undead only", jak najbardziej zrozumiała, klimatyczna i dobra dla gry. Zamek był z lekka nadużywany w taliach Destro, umożliwiając między innymi pewne układy combo (jak to zwykle bywa z wracaniem kart z discardu), w dodatku, już wcześniej spowodował zmianę rulingów (gdzie niemal zrównali terminy "next" oraz "first", aczkolwiek w dobrej wierze i pozytywnym skutkiem). Od teraz, zatem, Zamek będzie już tylko na usługi prawdziwych Nekromantów (którzy pamiętają stare czasy I-szej edycji WHFRP, kiedy to musieli za rzucenie dwóch czarów, do końca życia kupować mikstury przeciwsmrodowe, bo za wywołanie szkieleta łapało się k4 chorób + zgniliznę...)


Zdaje się, że to wszystkie zmiany, jakimi nas uraczył FAQ 2.2 Czy dobre? W większości przypadków myślę, że tak. Czy wyczerpujące? Pewnie nie, ale meta jest obecnie na takim poziomie, że prawie nic do szczęścia nie trzeba, prócz regularnie wychodzących dodatków. Jest mnóstwo niepokrytych oficjalnie tłumaczeń do rulingów, szczegółowych struktur, składni. Wiedza graczy, pozwala jednak na swobodne i prawie bezbłędne granie, więc jest git. Acha, no, nie doczekamy się wersji do druku, oszczędzającej tonery. Słyszałem, że tajemnica ta, ma być kolejnym tematem książki Dana Browna (ten od kodów, Toma Hanksa i ostatnio przygód we Florencji).

...



Jasne, że nie zapomniałem o największej porcji nowości z tego FAQ! Oczywiście Multiplayer W KOŃCU (!) otrzymał swoją własną listę restrykcji/banów, a także zasady turniejowe. A więc wszyscy myśliciele, od miesięcy głowiący się nad restrykcjami multi "zrób to sam" - get over it. Poniżej lista kart razem z krótkim komentarzem (krótkim, bo co się będę rozpisywał, jak zagrałem parę gier, więc będą to raczej moje odczucia/przewidywania). co do samych zasad turniejowych, nie wiele też powiem, bo jeszcze nie grałem, ale jak tylko zorganizujemy mini turniej, to podzielę się wrażeniami (tak, co, do jakości restrykcji jak i samego systemu rozgrywek).


Zabawa w "albo - albo".

Dwarf Ranger - niby nie aż tak silny, jak jest kilku przeciwników do zastrzelenia, ale lepiej nie kusić losu.

Master Rune of Valaya - anulacja przejęcia Fulcruma to bardzo silna zdolność, zwłaszcza, że można to zagrać nie tylko w swojej fazie. Zasłużony restrykt - imho na pewno karta pogra.

Judgement of Verena & Troll Vomit - zgodzę się, że mass removal ma zły PR w Multiplayerze, pytanie tylko: gdzie jest Flames of Phoenix???

Innovation - podobnie jak Ranger, nie zrobi gry tak jak w formacie 1vs1, mimo wszystko, wcale nie potrzebujemy karty must have w dzisiejszej Inwazji, a ci, co potrzebują na prawdę, po prostu ją wybiorą (Innowacjo - wybieram Cię!!)

Sword Masters of Hoeth - ALAN, przykro mi, ale to musiało się stać. Jednostka niepuszczająca nikogo na pozycję spaloną. Nic im nie będzie, pograją na pewno i zrobią nie jedną grę.

Wilhelm & Fryderyk - przynajmniej tutaj będą razem, jak w opowiadaniu z Battlepacka. Wilhelm przy podwójnym ataku, rozstawia po kątach konkretnie, Fryderykowi nikt nie mógł się oprzeć. Obie restrykcje dobre dla formatu.

Mountain Brigands - na fali Infiltratora, tutaj już przesadzili. Jeden kasy, to jednak nie 2, jeśli ktoś chodził, kiedy na matmę, a jednostka miała szanse pojawić się na stołach po raz pierwszy od czasu, kiedy uncut sheet'y z ichnim dodatkiem leżały na blacie drukarni. Z drugiej strony, Ork czy Chaos, może ich wybrać, jeśli nie zechce grać Innowacją, więc nadzieja jeszcze niestracona.

Sacrifice to Khaine - to raczej oczywiste, karcenie każdego oponenta, prawie jak mass removal (czasem lepsze nawet), karmi Hekatrona. Tak być powinno.

Van Klumpf's Buccaneers - Imperium ładnie przyrestryktowane, co nie? Jak najbardziej zrozumiała decyzja, mnie i tak będzie kusiło by na nich właśnie pograć. Niebezpieczna jednostka, potrafiąca wygrywać gry, jak wyjdzie w praktyce, zobaczymy za jakiś czas.

Visit the Haunted City - Ha! Wielki powrót z zaświatów. Jak by komuś było mało restrykcji dla Niebieskich, zdejmujemy im Bana i zmniejszamy kategorię czynu sławetnego Questa. Czy pogra? Pewnie z sentymentu ktoś spróbuje. Nie jest łatwo kontrolować tym więcej niźli jednego gracza, choć z drugiej strony, od czasów dominacji VtHC wyszło sporo pomagających kart, które w formacie single, sprawiłyby, ze karta dostała by podwójnego bana. Może być ciekawie.


Koniec! (Zaskoczeni, że tak mało? Ja też.)


BAN(G)!

Hate - Cataclysm Multiplayer; jako oficjalny format szerzenia miości i tolerancji. nie trzeba, więc tłumaczyć niczego w sprawie tej karty.

Dark Elf Infiltrator - jak pisałem wyżej, a teraz pójdźmy dalej: DWA zasoby, to już za wiele, zwłaszcza, że mamy też Krakeny, wskrzeszanie i tak dalej. Zdecydowanie odradza się, blokowanie zagrywania czegokolwiek przez przeciwnika, w grze multiplayer, bo raczej nie o to w tym chodzi.

Shield of Aeons - nie do końca rozumiem obecność tej karty. Skoro mamy bana na Legendy za 3 (patrz niżej), to czy Tarcza stanowi aż takie zagrożenie? I niech nikt nie pieprzy smutów, że z Descendant of the Gods..bla, bla.. Descendanta spokojnie da się zdjąć, a potencjał ataku Legend (min koszt 5, max power 3), nie sprawia raczej, że karta ta zablokuje grę. Jak dla mnie zupełnie nie potrzebny ban.

Doors of Karak Hirn - co prawda, też do zniszczenia, jednak, wyrzucenie tego w decydującej turze, zupełnie wypacza rozgrywkę, więc jak najbardziej zrozumiała decyzja. To po prostu nie jest karta do Multi (marzeniem było by, gdyby Doorsy miała Kingdom & Quest only.)

Summons of Chaos - podobnie jak w przypadku Hate, zrozumiałe. Nikt nie chce karty, która może za 2 kasy skończyć grę w dowolnym momencie, tylko dla tego, ze komuś się tak zachce, albo dziewczyna nie odpisze mu na sms. Ja pytam, kiedy zerratują tą kartę, tak, by nie zrobiła syfu na single playerze.

Alith, Balthazar, Crone, Sigvald, Thorek, Wurrzag - ze względu na zasady formatu, ich "kara" nie ma żadnego znaczenia. Uznano, więc, że będą to zbyt mocne karty. Pozwolę sobie, nie zgodzić się z tą opinią (jak by to cokolwiek miało zmienić...). Jasne, że koszt, do jakości, trochę za dobry, wystarczył jednak, wprowadzić im erratę, ze przy każdorazowym zagraniu takiej Legendy tracimy 1 Dominacji. Przy większej ilości przeciwników, taką legendę o wiele trudniej utrzymać na stole, więc nie było by kłopotu z tempem. Za to legendy z grupy "B" (Baltazar, Thorek, oraz Sigvala, powiedzmy B+), miały by szansę pograć nieco więcej i nawet zabłysnąć. Jak dla mnie wielka szkoda, że nie wykorzystamy potencjału wspomnianych legend w formacie.


Tyle (tym razem chyba brak zaskoczenia)


Kogo (i czy rzeczywiście) zabrakło według doktora Do-little?

Sporo tego.
Z samego porównania do Restrykcji Standardowych, w Multiplayera możemy zagrać, nie obawiając się o trudne wybory, takimi kartami jak:

Warpstone Excavation - niby tylko 1 na talię, ale czemu by nie wrzucić? A nuż się trafi darmowy młotek. (Już widzę te gry, kiedy siedzą na Warpstonach ludzie, a tu wychodzi VtHC i jeb do Battlefielda przesunięcia: D

Derricksburg Forge, Mining Tunnels, Rodrick Raiders, Sorcerer of Tzeenth, Judgement of Loec, Temple of Spite - wymieniam te karty jednym tchem, bo podpadają po tą samą kategorię: w grze 1 na 1, robią straszną przewagę dość tanim kosztem. W Multi, kontrola pojedynczych elementów, nie daje aż tak dobrych efektów, szczególnie, jeśli chodzi o ekonomię. Wydaje się uzasadnionym, podarowanie tym kartom "drugiej szansy", szczególnie na początku, kiedy format będzie dopiero kształtował swoje meta i balans.

Raclaiming the Falllen - nie jestem pewien tutaj, Reclaim jest strasznie mocny, zagrany w odpowiednim momencie, może wywrócić grę do góry nogami, zwłaszcza, że można go użyć w jednej talii z Rangerem, ze wspomaganiem Tuneli. Ciekaw jestem, czy nowy mistrz świata Multiplayer miał to w talii...

Mounted Marauders - Dwa ataki teoretycznie wzmacniają Marudersów, jednak jedne z nich musi być w Pole Bitwy, co nie jest już takie bezpieczne dla 2HP konika. Na pewno można wypróbować.

Beastman Incrusion - skoro juz wiemy, że nie będzie psuć gry i zabierać Fulcrum'ów, witamy Inkruzję na salonach. Kara jej zdjęcia bardzo bolesna w tym formacie, choć z drugiej strony, nagromadzenie kart w BF, sprawić może, że w krótkiej perspektywie rozgrywki, ta karta zrobi nie aż tak wiele krzywdy. Daleki jednak jestem od lekceważenia. Let's see, how it plays out.

Pleasure Cults - tutaj totalne zdziwienie i nieporozumienie. Karta, która praktycznie zamraża Battla? Valaya na restrykcje, a Kulty, które anulują pierwszy po rzuceniu atak, i spowalniają kolejne - NIE? No bez jaj. Co z tego, że na jednego gracza? A Map to nie ma, żeby wszystkim dojebac? Szok.

End Times - spodziewałem się, że to zbanują, z samego stopnia skomplikowania kolejności łańcuchów akcji po wyjściu jednostek. Dla jaj bym sobie wrzucił, od tak, by po wnerwiać innych w decydującej turze, jak już nie mam szans na wygraną :D

Muster for War - cos jak z Warpstonem, choć tutaj według mnie nie ma nadziei: efekt zaburzenia balansu we wczesnej fazie gry, nie jest aż tak dotkliwy dla innych, a strata fazy ataku, skazuje tą kartę na niebyt.


Ogólnie rzecz biorąc, może to i dobrze, że część kart, które nie mogły od jakiegoś czasu pograć sobie "razem z innymi" ma możliwość powrotu, w nadziei, że nie zrobią jakiegoś bałaganu. z drugiej jednak, to czy potrzebowaliśmy ich tutaj? Czy nie ciekawiej było by po kombinować bez tych pakernych kart, zastąpić je innymi, może i gorszymi, ale równie ciekawymi i dającymi fun? No właśnie.

Poza kartami "z wyrokiem", z pewnością da się odszukać kilka takich, które na restrykcje w teorii mogłyby zasługiwać. Doświadczenie gry jednak, jest zbyt małe, by wiedzieć to na pewno. Dlatego też, ta pierwsza Lista restrykcji/banów, posłuży, jako poligon doświadczalny, i z pewnością będzie ewoluować, balansując format. Osobiście, mógłbym po marudzić, że dali Wilhelma, wiec jak mogli przeoczyć Blood Dragona? Przewiduję tu czkawkę, choć Multi rządzi się nieco innymi zasadami i jak już pisałem: w grze miłości i tolerancji, wszelkie przejawy agresji są bardzo chłodno przyjmowane przez resztę stołu...


Przechodząc do konkluzji; Faq 2.2, bardzo ładnie pod szlifowało nam i tak zbalansowane i ciekawe meta. Nie pozostaje, więc nic innego, niż umawiać się na Multiplayera z jednej, a zacierać ręce na nadchodzący Hidden Kingdoms z drugiej strony.


FAQ 2.2 klik
Zasady Turniejowe klik

pozdr
do następnego




czwartek, 7 listopada 2013

Mistrzostwa Polski 2013 - Relacja na spóźnionej widokówce.


Inwazja umarła...
... Mistrzostwa były.
... Gracze przyjechali
... Wszyscy chcą jeszcze



Jak ten czas szybko leci. W pewnym sensie, dziwnie się czuję, myśląc, że to już trzecie (a w zasadzie czwarte, licząc pierwsze i nieoficjalne w Pszczynie) Mistrzostwa Polski w Inwazję. Piąty roczek leci, prorocy zagłady zapowiedzieli, co prawda kataklizm, ale objawił się on w bardzo przystępnej formie, jak na wieszczony koniec karcianki. 78 osób stawiło się tym razem i jak wszyscy wiedzą, gdyby dodać paru "żelaznych" zawodników, który z przyczyn wyższych, zjawić się nie mogli, zapewne pękł by wynik z przed roku (81?). Kilku dobrych graczy Inwazyjnych poszło też wygrywać w Netrunnera, ale od razu wyprzedzam jakiś głupie insynuacje, że niby wybrali lepszą grę; kto był w odpowiednim momencie i słyszał prawdę (wypowiedzianą przez Jaszczura) ten wie, jak to na prawdę było ; ) [ Z miejsca też gratulacje dla Selverina, pozamiatał cyberprzestrzeń i jeszcze przesiadł się drugiego dnia na żyrokopter by ugrać podium na Finale Rankingu!]

Spoglądając na to wszystko z dystansem już, stwierdzam, że można by lepiej ulokować w kalendarzu taką imprezę, co zapewne potwierdzi wiele osób. W moim przypadku wyglądało to tak: najpierw urlop, potem bajzel w robocie, brak czasu na cokolwiek i jak zwykle płacz, że nie ma, czym grać. Na wakacjach ligi nie ma, frekwencja jak krew z nosa; jak żyć panie Imperatorze? Jak testować? Nawet opcje noclegu i transportu były wiadome jakieś 4 dni przed wyjazdem. Wariackie papiery - standard. Za to pozytywne zaskoczenie czekało nas, odnośnie podróży samej w sobie, bowiem, ktoś w końcu powiedział głośno, że dwa razy taniej i dwa razy szybciej jedzie się busem do Krk, niźli katorżniczym pociągiem. No to pojechaliśmy. Po ciężkich bojach nocnych związanych oczywiście z testowaniem talii, w Sobotę z samego rańca, dzięki uprzejmości narzeczonej (obecnie już żoneczki;) Jaszczura - Diany, szybko i sprawnie znaleźliśmy się na dworcu. Jak się okazało, nie wszystkim udała się ta operacja tak sprawnie jak nam. Z tego miejsca pozdrawiamy Johnnego M - za rok, zwleczemy cię dzień wcześniej na miejsce odjazdu i przypilnujemy! Reszta ekipy Wrocławskiej, której to przyszło stanąć w szranki, co by tytuł pozostał w stolicy dolnego Śląska, zawinęła się sprawnie w stronę Krakowa w składzie: Ciamosław, Magnus, Zyziu, Paweł, Sosu, Farba, Arczi, Nastiuk, Jaszczur i moja skromna osoba. W samochodzie zeszłorocznego mistrza Deer Dance;a (który to zaliczył transfer do Kowar/Jeleniej jakiś czas temu, jechał też Bonq. Skład, więc nie wąski, tylko wygrywać. Transport okazał się szybki i precyzyjny. Na Komandosów, znaną już miejscówkę też spokojnie doczłapaliśmy. W drzwiach baner Inwazyjny - przedstawienie czas zacząć.


Meta(tron), czyli kto przewidział, czym zagramy i jaka frakcja zasiadła na piedestale.

Bez owijania w bawełnę od razu przechodzimy do akcji. Tak, po rundzie zasadniczej prezentowało się top16 tych mistrzostw.

# | Gracz | Frak. | LG | Punkty | MB | B | W-R-P | +/- |
+----------------------------------------------------------------------------------------------+
| 1 | Paweł 'Metatron' Leszuk | DE | 7 | 21 | 71 | 94 | 7-0-0 | 13/0 |
| 2 | Paweł 'Boreas' Żochowski | CHA | 7 | 18 | 66 | 93 | 6-0-1 | 12/5 |
| 3 | Przemysław 'Przemo' Zub | EMP | 7 | 18 | 64 | 88 | 6-0-1 | 12/6 |
| 4 | Piotr 'Keil' Pędzik | DWA | 7 | 16 | 66 | 96 | 5-1-1 | 11/8 |
| 5 | Krzysztof 'dex' Bober | ORC | 7 | 16 | 64 | 90 | 5-1-1 | 10/5 |
| 6 | Jakub 'Jaszczur' Serafin | LIZ | 7 | 16 | 60 | 84 | 5-1-1 | 12/6 |
| 7 | Patryk 'Alpharius' Peciak | CHA | 7 | 16 | 47 | 64 | 5-1-1 | 12/5 |
| 8 | Stanisław 'Stach' Błaszkiewicz | ORC | 7 | 15 | 71 | 95 | 5-0-2 | 10/4 |
| 9 | Wojciech 'Virgo' Grochowski | ORC | 7 | 15 | 70 | 103 | 5-0-2 | 11/8 |
| 10 | Grzegorz 'Zyziu' Kałczuga | HE | 7 | 15 | 67 | 86 | 5-0-2 | 11/9 |
| 11 | Łukasz 'Rodzyn' Biegun | DE | 7 | 15 | 58 | 79 | 5-0-2 | 11/5 |
| 12 | Hubert 'GilGalad' Żabik | DE | 7 | 15 | 54 | 76 | 5-0-2 | 11/6 |
| 13 | Grzegorz 'Sawar' Bieńkowski | CHA | 7 | 15 | 51 | 75 | 5-0-2 | 10/7 |
| 14 | Tomasz 'Farba' Farbiszewski | CHA | 7 | 15 | 50 | 72 | 5-0-2 | 11/7 |
| 15 | Rafał 'Majesty' Walczak | EMP | 7 | 13 | 68 | 91 | 4-1-2 | 9/6 |
| 16 | Jakub 'Borin' Biegun | DWA | 7 | 13 | 58 | 83 | 4-1-2 | 10/7 |


Sporo się gadało, co pogra, czego będzie dużo, a co w odwrocie. Nie pamiętam, co, kto przewidział i w zasadzie nie chce mi się tego szukać. Dla mnie rozkład był bardzo zacny. DE wiadomo, zamiata turnieje nie od dziś, choć nie powiedziałbym o jakiejś dominacji absolutnej.


Delikatnym zaskoczeniem są aż 4 Chałasy w topce, do tego jak na ogólnie postrzegany prym DE - mało Imperium (nie licząc mnie i Jaszczura z Baltazarem, to tylko Majesty z twardą Vereną zdołał przejść zasadniczą). Najwyraźniej, EMP nei radzi sobie za dobrze z innymi (np Orkiem), a Chaos, co by nie mówić, niezależnie od wszelkich czynników, jest bardzo popularną i uniwersalnie mocną frakcją. Jedna tylko stolica HE - Zyzia, które de facto były w stanie pozamiatać nasze combo. Mroczne Elfy i Orki, powiedzmy standardowo, jak zwykle silne i liczne. Dwa Krasnoludy, z czego jeden to taki must have turniejowy Keila, który zawsze nimi wykręca wyniki. Krótko mówiąc, było wszystko. I niech ktoś mi powie, że nie ma balansu i zajebistego meta w tej grze.


Twin Tailed Brothers,
Czyli o dwóch takich, co zrobili combo.


Wstęp jakoś poszedł, dwa słowa o meta, a zatem lecimy dalej. Czas na krótką, acz burzliwą historię talii, która jak by nie było - zawojowała tegoroczne OMP.

W zwyczajowej gorączce przed turniejowej, łażę w robocie w jedną i drugą; myśląc, czym tu zagrać. Mamy Poniedziałek, za cztery dni turniej a tu dupa. Jest jednak wytyczna. Musi być zaskoczenie. Obaj, co do tego zgadzamy się z Kuba, znanym w podziemnym światku Warhammera - jako Jaszczur. Takie stare pryki Inwazyjne jak my, nie mają już tej przewagi, co kiedyś, poziom graczy strasznie wyrównany, talie budowane z głową, meta naoliwione jak ta lala. Nie ma lekko. Standardowa talia - na topkę ok, ale co dalej? Jaszczur: No, tym razem, po raz pierwszy w historii trzeba pojechać na prosa. Testujemy talię i jak będzie dobra to jedziemy nią obaj. Koniec z finezją, pojedynczymi kartami i resztą romantyczności (jeszcze wtedy nie wiedział jak bardzo się mylił, co do tych pojedynczych kart). Dobra, a zatem jest Poniedziałek, dzwonię raz, drugi, z jakimiś combami z kosmosu (nie wiem, czemu, ale jakoś mnie korciłoby właśnie w erze domniemanej dominacji DE, uprzeć się paradoksalnie na combo). Pierwszy pomysł - z dupy. Drugi - TEŻ NIE. Trzeci - a może, wrócimy do tego co Jaszczur kiedyś w Dwarfach kręciłeś ,Fragmenty, Order i Burying the Grudge, tylko nawiniemy jakieś Gołębie czy coś - hmm, może zadziała. Koniecznie na Imperium, bo Krasnoludy nie mają jak dobierać kart poza Questem. Wtorek - Jaszczur skleja talię (ja jak zwykle nawet na to czasu nie znalazłem), przychodzi, gra - NIE DZIAŁA. znaczy działa, ale za wolno, w dupę z Chaosem, za bardzo wrażliwe ogólnie ze wszystkim. Środa - w robocie. Czwartek - po robocie, myślę sobie; nie, to musi iść inaczej (musi być Dance to Loec!!), choć w desperacji składam między północą a drugą, jakieś cztery talie, w tym chore combo Dwarfy na Enchantresce, które nie mają win condition. Na koniec, jeszcze raz podchodzę do Fragmentów i pakuję talię w niebieskich koszulkach do reszty kart. W Piątek, wieczorem, pierwsze i ostatnie testy. Wyjechało połowę starej talii, wjechały same karty z napisem "olewam psa i korsarza" albo "i tak jestem tańszy od demolki - dajesz". Każda powinna mieć też potencjalny napis "draw a card" w ten czy inny sposób. Rozkładamy decka, Jaszczur widzi ilość Taktyk i o mały włos nie schodzi na zawał. Dwie, trzy gry i znów rozkładamy. City Gates miażdży i wywala Kościoły (!). Kolejnym odkryciem okazuje się Werner. Przez chwilę jest opcja z neutralnym klasztorem, ale Posagi Stalina jednak robią gry. Na wylocie niemal Dyscyplina, ale utrzymuje miejsce w kadrze. Rezerwy się nie mieszczą, bo ileż można. Gramy z DE discardem reki, jako że spodziewamy się w nim największego przeciwnika. Na zmianę. Wychodzi jakieś 7-1 dla Imperium (często 3 tura win). To działa! W międzyczasie wpada Farba z mega kontrolką Chaosu. Okazuje się, że, mimo iż Maan Take You daje radę z LW na supporty, to jednak Demolka jest prawdziwym strzałem w dziesiątkę (przewaga S.Stalonne - człowieka Demolki, nad jakimś tam bóstwem pogańskim). Osterknacht prawie na wygnaniu, ale zostaje (i dzięki bogu). Dokładamy jeszcze Kometę, rozważamy pana Choinkę, pod Doublinga, ale oczywiście się nie mieści.

Niegrane z Imperium, Dwarfami, HE, Orkiem. Nice. Jaszczur stwierdza, że z większością będzie z górki. I komu, jak komu, ale ja mu wierzę. Zatem co, idziemy w kimę : )


Jak radził sobie Baltazar Gąbka (czyli „taka fikcyjna postać z bajki o smoku wawelskim)


Rundy zasadnicze

2-1 Sosu
DE w opcji bardzo kontrolnej, Crona, książka, baby, hexy; choć jak dla mnie słabsze połączenie Wampira i Wiosek rasowych. Pierwsza gra to wygrana, dość pewna, mimo początkowego zachwiania eko. W drugiej, Sosu dobrał dobrze i przyjął poprawną strategię – Shade x2, Baba i mnóstwo kart leci z ręki, min dwie Innowacje w jednym zrzucie. Szybko spadają kolejne cenne komponenty i zostaję skontrolowany do minimum. Poddaję i lecimy z trzecią. Tutaj już o niebo lepszy start u mnie i mimo twardych warunków stawianych przez DE, ustawiam combo po pewne zwycięstwo. Nie było lekko, ale wszelkie znaki na niebie i ziemi mówią, że ta talia ma z DE po prostu do przodu i tyle.

2-0 Dykta
Zawsze cieszę się, kiedy mogę zagrać z kimś, z kim jeszcze nie miałem okazji. Dykta prowadził Chaos, z tego co widziałem, był atak z boku, był tez UTS. Oczywiście moja uwaga skupiona raczej na Templach i DP. Choć nie miałoby to wpływu na wynik meczu, z przykrością stwierdzam: Dykta, zapominasz niszczyć developki z Templa (2 razy w naszym meczu!). Generalnie połowa graczy w ten czy inny sposób zapomina o Świątyni (najczęściej, gdy jednostki wracają na rękę a nie giną). W pewnym momencie myślę sobie; jak by teraz walnął Will of Tzeenth to kaplica. No, ale nic takiego nie nastąpiło, a zamiast tego, dość pewnym krokiem wyszedłem na 2-0. Myślę, że Dykta zbyt pasywnie/zachowawczo grał i zdecydowanie za późno przechodził do ataku. Inna sprawa, że każdy, kto widział tego dnia nasza talię, przy pierwszym kontakcie był raczej zdezorientowany: ) W każdym razie, przyjemna gra w dżentelmeńskim klimacie. Thx

2-1 Ironman
Kazik z Mieczorem to nie wesoła sprawa. Szybki tempo deck, wiadomo, Tunel, SyG, Kazik, Miecz. Kolega potrafił generować szybki nacisk przy zachowaniu mocnej ekonomii. W 2 z 3 gier, byłem zmuszony do desperackiej obrony. Dance to Loec świetnie ratował spalone strefy, choć w grze, którą przegrałem, popełniłem dość ważny błąd, puszczając jedną strefę. Mimo kłopotów, Gołębie zdołały obsrać Krasnoludzkie parapety i posągi równie szybko, co inne zabytki Starego Świata i wyszło 2-1. Ciekawe i dość wyrównane gry (może nie w sensie interakcji, a raczej, tego, która talia będzie szybsza).

0-2 Metatron
Przyszła pora na prawdziwy test, który okazał się bardzo ciężkim przeżyciem, w dodatku zakończonym porażką, choć, jak zwykle to bywa „o włos”. Pierwsza gra trwała bardzo długo; co dobierałem potrzebne karty, Metatron bezbłędnie mi je wyrzucał (ponownie straciłem dwie Innowacje w jednym zrzucie). Zegar przewijarki tykał, Arka szkodziła, a nowa poświęcająca się Wiedźma fruwała między discardem, a placem gry jak szalona, ja zaś przyprawiałem własny deck o palpitacje, dociągając jak najwięcej kart, by odpalić układ. W ostatniej turze, mając 2 karty w talii, byłem w stanie zgrać combo Wernerem (ku zaskoczeniu Metatrona, bo 3 Baltazarów leżało już odłogiem). Na Arce leżał jednak jeden żeton (na pokładzie stał Maranith z założonymi rękoma i uśmiechem na ustach), a ja musiał bym zagrać Arcane Powera by zacząć sekwencję, wyciągając potrzebną Innowację. Słowem, jednak karta w talii więcej i dało by radę. W drugiej grze, bardzo szybko dociągnąłem Baltazara, jako ostatni składnik combo, jednak losując z 6 kart, przeciwnik trafił właśnie na niego. Potem scenariusz potoczył się podobnie jak w poprzedniej grze, min z kluczowym Shattered Thought w Preceptora z tokenami (wyrzuciłem Baltazara – moją jedyną kartę w ręku, licząc na Wernera [musiał być gdzieś w talii, może ze 12 kart, dwie sztuki] i odpalenie klocków). Nie doszło. Talia Metatrona po raz kolejny raz, bardzo innowacyjna, bez co niektórych ogranych do bólu kart, za to pełna nowych pomysłów. Śmiałem się, że dość podobna do mojej, posiadając max 1 młotek na jednostkach i w zasadzie bezpłciowa jeśli chodzi o atak. Ot, taki pojedynek alternatywnych strategii gry, tym razem przegrany. Metetron, choć nie znał talii, od razu zlokalizował słabe punkty i zagrał na najwyższym poziomie, czytając grę bezbłędnie. Szacun.

2-1 Majesty
Imperium. Kolejny debiut talii Baltazara, kompletnie nietestowanej przeciwko EMP. W pierwszej grze, dość szybko wyszło na jaw, że czyha na mnie Verena. Ryzykując backfire Long Winterem, Majesty wyjechał z Osądem wcześnie i ku swojemu zaskoczeniu zobaczył Dance to Loec lecący w mojego obłożonego kartami Questa. W kolejnych pojedynkach Verena nie gościła już wcale. Ciekawą sprawą była natomiast restrykcja, czyli Wola Elektorów, która tym razem mnie zaskoczyła, lecąc w odpowiedzi na potencjalnie kończącą grę Innowację. Cały czas bałem się jak śmierci Infiltracji, choć potem okazało się, że szczęśliwie dla mnie – nie zmieściła się w talii. Majesty obrał bardzo dobry plan gry, czesząc kasę z Raiderów, dociągając dwa razy więcej kart niż ja (jak blisko do przewinięcia momentami było ;), trzepiąc kasę w ilościach niebagatelnych, a tak naprawdę kopiąc się tylko do LW i Woli, by odciąć mi devki w kluczowym momencie. Ja z drugiej strony, bunkrowałem się, zbierałem Tańce i Innowacje. Pierwszą grę, przełamałem, drugą za to przegrałem spalony przez szybkiego Fryderyka i niezłą kontrolę rozwinięć/jednostek. W trzeciej, moja Dyscyplina okazała się bardzo ważna, a jak pokazała ostatnia zagrywka – również anielska cierpliwość. O ile dobrze pamiętam było coś w stylu:

- mój setup na ręce gotowy na combo
- 2 devki w KG
- Majesty zapobiegawczo LW
- W odpowiedzi Innowacja
- W odpowiedzi LW
- W odpowiedzi Innowacja
- W odpowiedzi LW
- W odpowiedzi Innowacja
- Do tego Dance to Loec na koniec


W rezultacie nazbierałem kasy na Fragmenty i dalej już poszło. Gry bardzo mózgożerne, ale satysfakcjonujące.

2-1 Farba
Z wynikiem 4-1, potrzebne było jeszcze jedno zwycięstwo by wejść do topki. Tego samego potrzebował Farba. W tym momencie działać zaczęła jakaś klątwa bratobójstwa. Graliśmy ze sobą na testach w przeddzień turnieju, łatwo nie było, ale z delikatnym wskazaniem na mnie jednak. Gry były mocno epickie, ogólnie talia wychodziła z takich czarnych rozpaczy, że aż się zdziwiłem. Niestety, wygrana któregokolwiek z nas, to i tak ucięcie punktów Wrocławia. Wyszedłem na 2-1 po strasznie ciężkim pojedynku i czułem się naprawdę szczęśliwy, że w ostatniej rundzie, będę mógł zagrać w miarę na luzie i nieco odpocząć. Przed Farbą natomiast stało jasne przesłanie – wygrać ostatnią grę albo dziadzia.


2-0 Stach
Patrząc z perspektywy, lepiej było by przegrać ten mecz. Może wówczas, drzewko ułożyłoby się inaczej. Nie ma, co gdybać, w każdym razie. Stach miał straszliwego pecha, nie dobierając najpierw Wurrzaga po przekopaniu większości talii, a potem Grimgora w odpowiedniej chwili. Sam męczyłem się w tej grze ze sobą, mocno już zmarnowany po poprzednich rundach, kluczyłem i gubiłem się w zagrywkach. Reasumując, zaliczyłem dwie wygrane, wyczekawszy swoje i odpaliwszy gołębi karabin, kiedy Stach nie miał już żadnej odpowiedzi na ręce.


6-0-1 i wejście z trzeciego miejsca do topki (z pierwszego Metatron, drugi Boreas również 6-0-1. Jaszczur wycisnął 5-1-1 (przegrywając tylko z Zyziem [też Wrocław] i jego HE z Questa) i również zagościł w topce. Jednym słowem, sukces Baltazara Gąbki był nie do przeoczenia.


Topka

Farba 2-1
Chwilę po zakończeniu zasadniczej, ruszyliśmy z pucharówką i tutaj BACH! Kolejny raz Wrocław i drugi już raz na tym turnieju – Farba. Jakaś masakra mówię; patrzę dalej w drzewko: CAŁY Wrocław (Jaszczur, Zyzio, Farba i ja) w jednej odnodze drzewa, czyli co rundę będziemy się eliminować nawzajem. Po cichu liczyłem na spotkanie z Jaszczurem w finale, a tu taki zonk. Póki, co, trzeba było wygrać z Farbą, którego katem okazałem się po raz drugi, choć po pierwszej wtopionej grze, myślałem, że to koniec turnieju. Dostawałem albo 2 Inkruzje do drugiej tury, albo 3 Seedsy do trzeciej włącznie. Farba miażdżył i palił, a jednak, w drugiej grze, mimo pomyłki w oszacowaniu kasy, udało mi się podnieść i wygrać niespodziewanie. Trzecia gra, której nie zaczynałem, przyniosła dobry start (dużo tanich kart, wszystkie w Quest). Farba jednak podkręcił tempo wyrzucając Sigvalda. Talia EMP, która nie atakowała wcale, stanęła przed wyborem dnia, a może i całego turnieju. Poświęcając większość kart na ręce, rzuciłem Innowację, po czym wystawiając Baltazara i Inner Circle do BF - zabiłem Sigvalda. Gdyby to nie wypaliło, albo na ręce siedział drugi Sigvald, pewnie bym wtopił. All in Farby jednak nie wyszedł, a dodatkowo pogrążyłem go dwoma Dyscypinami pod rząd, na dwie jego Bomby. Z taką przewagą tempa dozbierałem karty i w końcu zasrałem Gołębiami cały parapet willi przy Chaos street.


Gdzie jest mój Specjal!!

Na ten dzień, starczyło już emocji, ruszyliśmy, zatem na sławetną Reformacką. Szymus dał radę i wyprowadził nas na dobre żarcie, co by była podkładka na resztę wieczoru. W samym lokalu, oczywiście nie zabrakło niczego - i znów; kto nie był niech żałuje. Było Brackie, były rozmowy, można było pogadać nawet z Morphine, który to zrobił i wciąż ulepsza tak zajebisty program turniejowy, ostatnio natomiast; deckbuilder do Inwazji. Pozdrowienia dla tego pana i jeszcze raz wielkie dzięki za Twoją robotę!

 

"Opierpapier" za to na Wilka, z którym się nie napiłem bo szybko uciekli (wiem, wiem, przyszłego vice trzeba było doszkolić ; > Pomimo tego, że Darker chciał mnie i Jaszczura (i nie tylko nas) mocno spić (Metatron twardo dawał radę!) - udało się utrzymać fason. Z nocnych bohaterów to trzeba wymienić Boreasa, który to był na jeszcze innym levelu i za to jak grał na drugi dzień należy mu się respekt. Niestety musiałem zakupić ostatniego Specjala z wystawki, ale zawsze lepszy taki niż Tyskie. Impreza była zacna, choć wyprawa na miasto w poszukiwaniu innej miejscówki okazała się wędrówką izraelitów bez happy endu. Ludzie się gdzieś pobłąkali, jednych wpuszczali do lokalów, innych nie (pozdr ALAN;) wszyscy kończyli zabawę w różnych wersjach. My po odwiedzeniu kilku klubów (Bonq, Szymuss, Jaszczur, Farba i dwie goszczące nas koleżanki Szymusa) w tym nocnego monopolu, zamelinowaliśmy się w końcu na chacie. Tym razem udało mi się nie wspinać nigdzie i spokojnie mogłem się, choć parę godzin przespać przed następną rundą. Jak teraz wspominam, z perspektywy, to wszystko jakoś tak za szybko się odbyło, za krótka ta impreza, jak by nocy nie starczało by z każdym spotkać się, pogadać, a szkoda.

Ha! Wilku to ma chody. Taki fotos!

Nie płacz dEwka,
Czyli rezultat, trochę niedosytu, ale też i sukces.


Nieubłaganie nadszedł następny dzień, a wraz z nim pojedynek z Jaszczurem. Trochę się zastanawiałem, co mogłoby zrobić różnicę, kombinując, że może Osterknacht będzie ważnym elementem strategii. Oczywiście, okazało się to kompletną bzdurą. Przy takiej szybkości talii i takim dociągu, tak słabe stopowanie nie ma najmniejszego sensu. Nasze obie gry były prawie, że takie same. Coś w rodzaju, dobierania kart, wystawiania czegoś, aż w końcu ktoś powie "już". Nuda, zero interakcji. Tak to już jest z tymi taliami. Zupełnie jak za małego, siedząc na nocniku, wyczekiwało się, żeby najpierw było "chlup" a potem: "mamooo już!!!" (Czyżby to była nowa definicja combo talii; "Sranie w nocnik, póki nie chlupnie"??) Oczywiście, przegrałem kostkę. Pierwsza gra - Jaszczur w 3ciej turze składa klocki do kupy (ja w 4 miał bym to samo). W drugiej grze, popełniłem błąd (tu właśnie wyszła zdecydowana przewaga Jaszczura, jako combo gracza - on ufa swojej talii, ja podchodzę zbyt zachowawczo, bo jestem graczem raczej kontrolnym). Nie podłożyłem rozwinięcia, bo każda karta na ręce była kluczowa, wróciłem mu za to jednostkę z Heroica na rękę. W trzeciej turze swojej miałem na ręce całe combo - ale zgadnijcie, brakowało mi jednej developki... Nie dostałem kolejnej szansy, bo Jaszczur odpalił w swojej następnej. Tak zakończył się mój występ na OMP.

Żal - był, jak najbardziej, zawsze można rozważać, komu by doszło, gdybym wyrównał na 1-1. Jeszcze przed ogłoszeniem drzewka topki, rokowałem, że spotkamy się obaj w finale, wówczas przegrana bolała by jeszcze bardziej pewnie, ale z drugiej strony, na podium stanęłaby cała kometa - z dwoma warkoczami i to cieszyłoby jak diabli. A tak, co można powiedzieć? Sporo. Wygrał najlepszy gracz tego turnieju, z, bez wątpienia, najlepszą talią. Misja zakończona sukcesem.

Jaszczur w następnej rundzie zmierzył się Boreasem, którego Chaos - w zasadzie dość prosty i bez żadnych fajerwerków, prowadzony na pro levelu, dojechał do półfinałów, co dla niektórych mogło być nie małym zaskoczeniem. Rundę wcześniej, Boreas wyeliminował Zyzia z jego HE na Sally Forth i magu podrażającym taktyki (Nemezis Jaszczura ja by nie było), w prawdziwym overtime thrillerze (pamiętajcie, jak jest kilka minut do końca i gracie na obrażenia, oddajcie zaczynanie -> +1 atak więcej ; ). Z bardziejszych niespodzianek, Boreas miał Dezercję, ale wbrew obiegowej opinii ta karta wcale nie krzywdziła Baltazara aż tak bardzo. Gry trochę trwały, ale to raczej na zasadzie, że Chaos nie wiele był w stanie zrobić, a Jaszczur kopał się do swojego. I w taki oto sposób, dokopał się do finałów...


Finał

Jaszczur - Gil Galad 

2-0
GilGalad, grający bardzo sprytnie złożonymi DE, na Cronie, Książce i wielu ciekawych niespodziankach (też Dezercja, do tego sprytna Mortella), miał mało czasu na przemyślenie strategii przeciwko combo. Kawałek wczorajszej nocy plus ogólne doświadczenie w WHI, liczone w kilku zaledwie miesiącach(tygodniach?). Imponujące tym bardziej, że w takim stylu awansował do finałów, pokonując w 1/2 Metatrona, który kolejny raz, po bezbłędnej rundzie zasadniczej, odpadł nieoczekiwanie i wciąż czekać musi na swoje trofeum turniejowe. Trzeba zaznaczyć, że w moim mniemaniu, jego talia była w stanie w jakimś stopniu zatrzymać Baltazara, a przynajmniej dotrzymać mu kroku. Sam Metatron miał już doświadczenie w postaci dwóch gier ze mną, dnia poprzedniego. Może, gdyby on awansował, finał był by bardziej emocjonujący. A może i nie. W każdym razie, siedząc sobie zaraz obok Jaszczura i patrząc na jego rękę, mogłem tylko kiwać głową do Wilka, który pełnił podobną rolę sekundanta - dla GilGalada, że już po wszystkim. Z boku mogło to wszystko wyglądać zgoła inaczej, bo Gil, zaczął ostro w pierwszej grze, z Dezercji, zaraz potem wyszła Mortella i wciągnęła na spód Innowacje. Ale i to nie wystarczyło. Jaszczur dozbierał karty i grając w zasadzie swoim discardem, przekopał się, po to, czego potrzebował. Reszta tylko patrzyła jak tłumaczył, co robi - co by dla potomnych było. W drugiej grze, dowódca Mrocznych, zmienił taktykę, a może zmusiło go do tego dojście. Niestety Crona jest paradoksalnie przyjacielem tej talii, a zrzucane przez nią karty, powiększają tylko pulę możliwości Baltazara i spółki. Gra skończyła się podobnie jak pierwsza i mogliśmy już patrzeć z podziwem na zmęczonego, ale z pewnością szczęśliwego Jaszczura.



Kuba - w końcu, klątwa topki przełamana. 

Mistrz jest Twój! Został tylko jeden "acziwment".

(no wiecie, Mistrzem Europy był, Ligę zdobył, teraz mistrz Polski; brakuje jeszcze tego ostatniego tytułu, z zapomnianego, małego, turnieju w USA, wiecie którego ; )

Dla ścisłości jeszcze, ostateczne top8 tego turnieju.



Hidden Multiplayer, przyczajony Ranking.

No, tak. Po emocjach finału, łzach szczęścia, wywiadach itd, został jeszcze turniej pocieszenia, czyli Finał Rankingu. Generalnie nie byłem nastawiony pozytywnie do tego turnieju (przed samymi OMP). W zeszłym roku, była to taka musztarda po obiedzie, ze słabymi nagrodami i lobbowałem w to miejsce duży turniej Kataklizmu, ale nawet Kataklizm rozegrany pomiędzy finalistów Rankingu właśnie (4 teamy po 4). Na miejscu okazało się jednak, że Galakta elegancko, nie zepchnęła Rankingu na dalszy plan i wlepiła bardzo okazałe nagrody (pięć stów w towarze za pierwszy plac). To dobry krok, by ten turniej miał w sobie żyłkę rywalizacji nie tylko o dyplom (to coś jak w pokerze, jak nie grasz na prawdziwe - choć by 5 zł, to w zasadzie ciągle all in'ujesz, bo czemu nie?). Jaszczur, w zupełności miał już dość móżdżenia, zabrał, więc HE na Tru Mage'u, całkiem sprytną, powiedzmy pół-combo talię. Metatron podobnie He, ale zupełnie inną - mnóstwo czarowania, smoki, legendy, prawie jak w baśniach Andersena, albo i lepiej. Obaj też spotkali się w pierwszej bodajże, lub drugiej rundzie i tutaj, nowy mistrz, musiał uznać wyższość Metatrona (który to poległ z przyszłym finalistą - Stachem). Tak ja mówiłem, Jaszczur miał już dość Baltazara. Ja w zasadzie i tak i nie. Miałem zagrać multiatakiem Szymussa, ale jakoś się zakręciło, i nie wziąłem talii. Prawda jest też taka, ze gdzieś w środku, chciałem, by Baltazar zgarnął wszystko, co się da. Od tak, po prostu, dla zasady. Bo mógł.

1/16
Taka wada pisania pół roku po fakcie : ( Muszę przeprosić, ale nie pamiętam, z kim konkretnie zagrałem pierwszy mecz. Były to DE, jak zauważyłem, już przygotowane na spotkanie combo imperium (słowem, meta turniejowe też ewoluuje z dnia na dzień). Czujny Druchii, supporty przewijające za discard (czyli dwie karty uwalające combo jeśli są na stole), plus cała masa nienawiści, zrzucania ręki itp. Nie było lekko, jednak Baltazar na swoim małym kucyku przejechał przez błoto na 2-1 (?).

1/8
Jak by było mało, Radaner wyszedł w rundzie kolejnej, oczywiście z DE, oczywiście z wrednymi kartami. Podejścia były jednak solidne i w zasadzie trudniejsze było dla mnie poskładanie comba, tłumaczenie, grzebanie w talii (maksimum zmęczenia, spuchnięta głowa), niźli samo wyzwanie rzucone przez Me i jego talię. W żmudnym procesie układania stosów, wszystko się ostatecznie udało i przeszedłem dalej.

1/4
Selverin miał bardzo ciekawe Dwarfy, kompletny napór, ze aż boli. Przyznam, z taką talią nie ma wakacji. Co prawda nie przeszkadza, ale też zajmuje się skutecznym zabijaniem ciebie. Chyba na 2-1 wyszło, tak ja, jak i mój przeciwnik popełniliśmy po kilka kluczowych błędów. Było na prawdę gorąco, ale finalnie - Stach w finale już czekał.

Finał
Ze Stachem już sobie zagraliśmy dzień wcześniej. Obaj te same talie. Ja w strachu przed Grimgorem, on ogólnie w strachu, ale też niepatyczkujący się z zamiataniem stołu. Gry były bardzo długie, głownie ze względu na moje powolne tury. Głowę miałem już raczej do wymiany, po dwóch dniach grania ta talią. Ciągle się myliłem, źle liczyłem, plątałem. Darker dźgał mnie już z tyłu, a ja męczyłem się jak mało, kiedy. Ze dwa razy mogłem wygrać, ale słabo kminiłem sytuację. Baltazar ma jednak wielką zaletę: nie wygrasz w tej? wygrasz w następnej. Żmudnie więc, ku rozpaczy Stacha który dwoił się i troił, w przerwach przeklinając niedochodzącego to Grimgora, to Wurrzaga - przepchałem Gołębi desant i zmęczyłem 2-1. Nigdy więcej. : )

No, dobra, ale udało się wygrać!



Baltazar westchnął, pogłaskał kucyka. Odłożył swoją różdżkę. Sięgnął dłonią do twarzy, by obetrzeć pot z czoła, już się zbliżał, palce musnęły o maskę, już ja prawie zdejmował... (wszyscy wstrzymali oddech)



Nope. Not this time.

A miesiąc później zbanowali mu talię...


Jakoś równolegle do Rankingu odbywał się Multiplayer, jeszcze bez FAQ i na ustalanych ręcznie zasadach. Poniżej wyniki, niestety wielu szczegółów nie znam, poza tym, że ALAN pozamiatał Swordmasterami, którzy to niby z dwuręcznymi mieczami, ale z Tarczą (Saphery) oraz Żelaźnie zdyscyplinowani, pokazali, na co ich stać. W ścisłej topce króluje Order, widać Destro wzbudzało zbyt wiele agresji. Arczi dzielnie walczył chaosem, czyli Wrocław ma reprezentację w topce - jest dobrze. Multi ma świetlaną przyszłość i na pewno przyjdzie nam jeszcze usłyszeń o tym formacie (no i rzecz jasna zagrać). Gratz ALAN!

Wyniki Multi



OMP po raz Trzeci – Galakta pokazuje klasę!

Gdy emocje już opadną, jak po wielkiej bitwie kurz. Tak jest myli państwo, Wrocław zgarnął puchary, więc trip zakończony sukcesem. Turniej udany, organizacja dopięta, czegóż więcej chcieć. A, no właśnie! Można by się przyczepić do nagród...

Nope. Not this time.


Z tego miejsca, słowa uznania, dla władz Galakty. W tym roku, nikt nie mógł narzekać na nagrody, Utrzymany wyjazd do USA, potężne nagrody w postaci bonów, dla topki, + gadżety i inne pierdoły. Serio, pozytywne zaskoczenie na tak świetnym turnieju. Kolejny raz, Darker, jako szef turnieju (i główny lobbysta Blood Bowla w Europie Wschodniej), elegancko poprowadził sprawę, bez zgrzytów i wtop (no, dobra, stary, to drzewko z całym Wrocławiem w jednej odnodze, to, wiesz...kasa była za nieco inny układ : >

Ok, styka tego cukierkowania, raz jeszcze Gratulacje dla pro - Jaszczura i powodzenia w MadeinUSA! Dzięki wszystkim, za przybycie, granie, gadanie, chlanie, ogólnie, za siedzenie w Starym Świecie i ciągłą ochotę na potyczki karciane. Nie trzeba mówić, jaką sceną jesteśmy - scena mówi sama za siebie (a ostatnio nawet Wilk - ze sceny; )

I, żeby już nie przedłużać tekstu (pisanego ponad miesiąc), powiem jedno:

Widzimy się na OMP 2014.



p.s. A oczywiście wcześniej z 10 razy na Regionalsach.


p.s.2 zwyczajowo mini galeria, zdjęcia już nie pamiętam czyje, więc się odwalcie: )
(no dobra, a tak serio, to zanim mnie pozwiecie autorzy zdjęć, napiszcie w komentarzu, że to wasze - redakcja podpisze wówczas;)


Mistrz Europy przysypia, gra wyraźnie na poziomie casual.

Pojedynek, który pokazał światu, że czasem nie warto być pierwszym!

Teraz już wiem, jak to jest;siedzieć na dupie, przeciwnik gra, a ty nic nie możesz zrobić, tylko patrzeć...

Powtórka z historii? A jakże! może nie ten numer stolika, ale dawni mistrzowie żyją.

Nie powiem, że ta Dezercja zaskoczyła. Ale czy zaszkodziła...?

Dla wszystkich fanów i hejterów Inwazji! Od lewej:
- Brzuch (Grom?)
- Dwóch znienawidzonych władców forum
- Przesłanie dla tych co im nie pasi

Selverin odbiera kijowa matę Netrunnera. Szacun - nasz człowiek pozamiatał turniej gry obok.

Wosho też grał w "to drugie"

Sędziowie czekają na piękny finał.

I po finale : )

jakiś random...

Na pocieszenie - NIE TRZEBA TEGO WPISYWAĆ NA RANKING!!!




I na koniec. Przestroga. 
Tak kończą ci, którzy wybierają inne gry zamiast Inwazji!!.
no wrak człowieka, przyznajcie.
(dodam, że zaraz po tym, Selverin odzyskał true self i został adminem na Winvasion.pl)